Menu

Gotuję, bo lubię

Jak przechowywać owoce i warzywa oraz KONKURS

kasiaaaa24

 

Sezon na owoce i młode warzywa w pełni, więc nie dziwi, że bez względu czy to wielki targ, czy mały, osiedlowy warzywniak - stragany dosłownie uginają się pod ich ciężarem. I to właśnie one, dla wielu z nas, stanowią jeden z najistotniejszych argumentów dla których po prostu uwielbiamy lato. 

I abyście jak najdłużej mogli cieszyć się ich smakiem (i w pełni korzystać ze wszystkich ich dobroczynnych składników odżywczych) dziś mam dla Was kilka rad na temat właściwego przechowywania warzyw i owoców. 

Większości z nas wydaje się, że kluczem do smaku i zachowania długiej świeżości jest przechowywanie ich w lodówce. A jednak, nie sprawdza się to we wszystkich przypadkach :)

Zacznijmy od owoców tropikalnych. Banany, ananasy, mango, awokado czy cytrusy pod wpływem zimna nie tylko tracą swój smak i aromat, ale mogą się również znacznie szybciej psuć. Tak więc bardziej sprzyja im koszyk w ciepłym i suchym miejscu, niż chłód lodówki. 

Pomidory, ogórki, cukinia, czy bakłażan również preferują temperatury pokojowe, ponieważ pod wpływem zimna tracą smak i stają się mniej soczyste. Zwłaszcza w przypadku tych pierwszych, przechowywanie w ciepłym i jasnym miejscu sprawia, że z każdym dniem nabierają smaku.

Natomiast przechowywanie w lodówce ziemniaków czy cebuli nie tylko negatywnie wpływa na ich smak, ale też chłód sprawia, że w ich przypadku szybciej rozpoczynają się procesy gnilne. Dodatkowo narażone na zimno ziemniaki stają się słodkie.

 

Zapytacie pewnie, co zatem przechowywać w lodówce. Tu lista też jest całkiem spora :)

Świeże zioła, sałaty, rzodkiewkę, pora, brukselkę, marchewkę, pietruszkę, kalafiora, kapustę, selera (zarówno zwykłego jak i naciowego), paprykę czy kalarepę - z powodzeniem możecie przechowywać w warunkach chłodniczych. 

Również świeże grzyby najlepiej czują się w chłodzie. 

Jak chodzi o owoce, to zwykle preferują one temperaturę nieco wyższą niż panuje w lodówce, ale wskazane jest przechowywanie w niej owoców jagodowych (truskawek, borówek, jeżyn, malin i poziomek), a także śliwek, wiśni i winogron. 

Spośród wspomnianych już wcześniej owoców egzotycznych, lubiący chłód wyjątek stanowi kiwi, które z powodzeniem możecie przechowywać w lodówce. 

 

A na co jeszcze trzeba zwrócić uwagę jeśli już przechowujemy swoje produkty w lodówce?

 

* Pamiętajmy, że zielonych warzyw nie należy przechowywać w pobliżu owoców i warzyw wytwarzających etylen (pomidor, papryka, banan, jabłko czy gruszka), ponieważ stracą swój soczysty odcień i żółkną. 

* Owoców jagodowych nie należy przed włożeniem do lodówki ani myć, ani pozbawiać szypułek.

* Jeśli rośliny były nawożone nawozami zawierającymi azot (a tak właśnie zwykle bywa), to przechowywanie ich w folii spowoduje wytwarzanie się szkodliwego (rakotwórczego dla człowieka) azotanu. 

* Woreczki również przyczyniają się do rozwoju grzybów i powstawania pleśni, ponieważ to na nich osadza się skroplona para. 

* Warzywa, które zawierają nać (jak np. marchew) znacznie dłużej zachowają świeżość (i jędrność), jeśli przed umieszczeniem w lodówce nać zostanie odcięta. 

* I na koniec, pamiętajcie, że każda gwałtowna zmiana temperatury ma wpływ na szybsze psucie się zarówno owoców i warzyw. 

 

Mam nadzieję, że bogatsi o te wszystkie informacje będziecie mogli dłużej cieszyć się świeżością swoich ulubionych warzyw i owoców poprzez stworzenie im idealnych warunków przechowywania. 

Dogodne dla owoców i warzyw warunki stwarza również nowa linia lodówek marki Amica Vit Line, które wyposażone są w pojemnik Vit Control Plus. Wnętrze tego pojemnika nie tylko tworzy idealne dla owoców i warzyw środowisko, ale też umożliwia użytkownikowi samodzielne dostosowanie poziomu wilgoci. Zatem wymagające większej ilości wilgoci warzywa możemy oddzielić od preferujących bardziej mniej wilgotny mikroklimat owoce. A wszystko to przy pomocy jednego suwaka.

 

 

We wnętrzu pojemnika znajduje się również taca Fresh Pad, dzięki której produkty nie przylegają bezpośrednio do dna i co znacznie ułatwia cyrkulację powietrza. Natomiast otwory w powierzchni tacy sprawiają, że mogące pojawiać się na powierzchni produktów cząsteczki wody są od nich oddzielone. 

Lodówki Amica Vit Line pojawiły się na rynku w drugiej połowie 2017 roku i są już dostępne na terenie całego kraju.

A komu są dedykowane?

Przede wszystkim tym, którzy chcą korzystać z dobrodziejstw sezonowych warzyw i owoców oraz chcącym zdrowo się odżywiać. Również jeśli nie lubicie wyrzucać jedzenia (lub chcecie ograniczyć ten nawyk), to lodówka wyposażona w pojemnik Vit Control Plus z pewnością zmniejszy ilość marnujących się produktów. I w końcu wszystkim tym, którzy nie mają czasu na codzienne zakupy. Dzięki zastosowanej w serii Vit Line technologii wasze warzywa zachowają świeżość aż do 30 dni. 

 

Na koniec mam dla Was jeszcze konkurs, w którym do wygrania są 3 radzące sobie nawet z lodem rozdrabniacze marki Amica :)

 

 

Na czym polega zadanie konkursowe?

 

Opisz, smak którego owocu lub warzywa kojarzy Ci się z dzieciństwem i krótko uzasadnij.

 

Spośród przesłanych propozycji jury wybierze 3 i nagrodzi je.

Konkurs potrwa przez 6 dni (do 15.06 ), a następnego dnia (16.07), na końcu tego wpisu, zostanie opublikowana lista zwycięzców. 

Powodzenia! :)

 

 

AKTUALIZACJA 16.07.2017

Dziękuję wszystkim za udział w konkursie i podzielenie się z nami swoimi pięknymi wspomnieniami :)

Poniżej publikuję 3 zwycięskie komentarze, a ich autorów proszę o kontakt mailowy (kasiaguzik1982 [@] interia.pl)

 

I

blue.crayon 

Te szalone wakacje - kiedy człowiek wstawał rankiem świtem, wkładał na siebie cokolwiek było pod ręką (i powiedzmy to sobie od razu głośno, że najczęściej były to te same ukochane krótkie spodenki i ulubiony tshirt noszony najchętniej dzień w dzień przez całe lato) i biegł jak na złamanie karku bo przecież LATO czeka! I kiedy całą bandą mieliśmy strasznie dużo spraw - bo trzeba sprawdzić czy kury jajka zniosły, czy nowe piwonie za domem "wybuchły", czy szczeniaczki przez noc urosły, czy sąsiedzi wstali, czy nowe poziomki się zaróżowiły, czy huśtawka z opony nadal taka fajna jak wczoraj, czy w sklepiku jest zapas lodów, czy woda w jeziorze ciepła i czy w tamtym zagajniku pojawiły się kurki po przedwczorajszej burzy. I jak już prawie pół tego codziennego obchodu było zrobione, to mama z całej siły uderzała w dzwonek na ganku żeby nawet na łące było słychać! I jak biegliśmy umorusani, osmagani słońcem i z poobdzieranymi kolanami to krzyczała "bluzki chociaż ściągnijcie!" bo na obiad były one: pierogi z JAGODAMI! I mogłyby być codziennie (i często były) a my polewaliśmy je śmietaną (tą zebraną jako kożuszek z mleka, które rano w kance od sąsiadki przynosiliśmy - a że zadanie to ważne, to rozpisywaliśmy na nie dyżury!) i pałaszowaliśmy jakby przez tydzień nas głodem trzymali. Wiadomo, że konkurs kto zje najwięcej pierogów musiał być i choć nie było w nim nagród, a jedynie(?) honorowy tytuł Pierogożercy, to każdy starał się z całych sił by wygrać, ba pobić rekord lata! Choć trudno w to uwierzyć, to parę godzin później, przebiegając koło ganku po raz miliardowy (w jakiejś szalenie ważnej sprawie) robiliśmy krótki pit-stop bo istniała duża szansa, granicząca z pewnością, że na talerzyku z niebieską obwódką leżą tam i czekają świeżo upieczone, jeszcze letnie, jagodzianki - tak napchane jagodami jakby od tego zależała przyszłość Galaktyki, z grubą warstwą lukru białego jak mleko. Wieczorem zaś, siedzieliśmy na tym ganku, snując plany na podbój świata na następny dzień i jedliśmy jagody ze śmietaną (czasem, jak pomogliśmy więcej niż napsociliśmy to mama ubijała tę śmietanę na puch i wtedy była to prawdziwa uczta) sprawdzając od czasu do czasu czyj język jest bardziej fioletowy. 
Wygląda na to, że mój smak dzieciństwa jest jagodowy ale też wyjątkowy bo te jagody zawsze były własnoręcznie zbierane. A teraz ja - gdy dopadnie mnie nostalgia - piekę takie jagodzianki :)

 

II 

Gość: [kittykate] *.dynamic.gprs.plus.pl 

Smak owocu mojego dzieciństwa to zdecydowanie smak pomarńczy. W latach 90- tych kiedy to właśnie byłam dzieckiem owoców tych nie można było dostać ot tak o w sklepie od ręki. Dostępne były one jedynie przed Bożym Narodzeniem, a ich zapach zwiastował rychłe nadejście świąt, a tym samym zjazd taty do domu (zawodowy kierowca). Pamiętam jak raz z bratem pod choinką znaleźliśmy worki lniane, a w nich czekoladę (umownie wyrób czekoladopodobny), mandarynki i właśnie pomarańcze- brat powiedział, że podłożyła je tam gwiazdka ale, żeby móc go otworzyć muszę zaśpiewać kolędę- ja mało myśląc wydarłam się "niech nam gwiazdka pomyślności nigdy nie zagaśnie" co do tej pory jest rodzinną anegdotą. Po dziś dzień sądzę, że magia świąt to właśnie te "pomarańczowe wspomnienia" nic więc dziwnego, że u mnie w domu w grudniu nie może zabraknąć pomarańczy naszpikowanej goździkami.

 

III

Gość: [ELŻBIETA ANNA KRUCZKIEWICZ] *.ip.oxynet.pl 

U moich dziadków za drewnianym domem pięknił się sad. A w nim, na samym końcu rosła poczciwa, stara grusza. Jej owoce oszałamiały smakiem. Były fenomenalne i takie słodziuteńkie. Po ukąszeniu gruszki- rozpływająca się ustach niczym arbuz. A na grządkach truskawki, mnóstwo truskawek z posłaniem ze słomy. Początek wakacji obfitował w szczenięce zabawy u dziadków, gdzie babuleńka szykowała dla wnucząt istne rarytasy ... ! Oj- do dziś wspomnienia powodują szok ślinianek :) Jednym z popisowych dań babci był ryż zapiekany z gruszkami i truskawkami, albo też w wersji z jaglaną kasza. 
Udało mi się odświeżyć przepis po babci , delikatnie go zmodyfikowałam i ... oto on. 
"Jaglano- otrębowa PoKuSa z gruszką i truskawką " danie niezwykle proste, a jakże pyszne. Przysmak, którego smak pamiętam z dzieciństwa. Właśnie takie cudo z różnymi owocowo- bakaliowymi dodatkami warte było grzechu! 

Składniki : 3 szklanki mleka, 1 puszka mleczka kokosowego, 2 szklanki kaszy jaglanej , cynamon, kardamon, miód z mniszka lekarskiego, garść migdałów i orzechów włoskich, 6 gruszek, garść truskawek, syrop klonowy, szczypta soli dla kontrastu smakowego, 
łyżka masła, łyżka słodkiej śmietanki con. 30 % , kokos do posypania, listki mięty, 3 łyżki granulowanych otrębów o smaku truskawki. Mleko i mleczko kokosowe łączę i zagotowuję , wrzucam kaszę i kardamon z cynamonem. Delikatnie słodzę miodem z mniszka , dodaję odrobinkę soli . Gotuję do miękkości. Na głębokiej patelni podgrzewam masło z dodatkiem syropu , mieszam ciągle i gdy już prawie zaczyna tworzyć się karmel dodaję śmietankę, mieszam i układam gruszkę pokrojoną w grubsze plasterki. Obracam, by z 
drugiej strony również owoce karmelizowały się. Osobno- migdały i orzechy siekam dość grubo i prażę je na suchej patelni. Naczynie do zapiekania smaruję masłem, posypuję granulowanymi otrębami, nakładam połowę kaszy i 3/4 karmelizowanych gruszek. Na to przesypuję prażone migdały z orzechami. Po czym daję drugą część kaszy. Wierzch dekoruję resztą gruszek, pokrojonymi truskawkami, odrobiną siekanych orzechów i listkami mięty. Posypuję kokosem i cynamonem. Zapiekam do momentu, aż wierzch się 
delikatnie zarumieni. 
Przed podaniem na talerz przygotowuję mus : garść świeżej mięty, sok z limonki, troszkę miodu ,odrobina otartej skórki z limonki i 4 kiwi wkładam do blendera i.. po chwili mus jest gotowy :-) 

fotka dostępna pod linkiem : 
scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t31.0-8/14691447_1183777638335595_3044475206085130756_o.jpg?oh=18095f5d74bed59c72049a004f299aa1&oe=5A065FF9 

Komentarze (128)

Dodaj komentarz
  • Gość: [margolcia24] *.centertel.pl

    Zdecydowanie są to gruszki, które podjadałam babci! Pamiętam, jak latem uwielbiałam do niej jeździć, uczyła mnie jak robić przetwory z owoców i warzyw. Często powtarzała "Tylko nie jedz za dużo gruszek bo Cię brzuszek rozboli" a ja jako głodna świata dziewczynka jadłam te owoce kilogramami. Gdzież ja to mieściła?! Oczywiście kochana rację miała, wieczorami leżałam w łóżku z bolącym brzuchem ale nigdy jej się nie przyznałam, że to od gruszek! Uwielbiam to wspominać, i z pewnością te mądrości przekażę córce :)

  • Gość: [danusia] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Smak dzieciństwa? Zdecydowanie rabarbar! Pieczenie ciasta z rabarbarem zawsze przypomina mi dzieciństwo. Rósł w ogródku taki długi i soczysty. Pamiętam, że dziadek robił z niego kompot, za którym wtedy nie przepadałam a on zawsze namawiał mnie, żebym wypiła chociaż szklaneczkę :) Babcia z kolei piekła z niego pyszne ucierane ciasto. Miękkie, wilgotne, z kruszonką i obficie posypane cukrem pudrem. Dosyć płaskie, bez dodatków, ale za to z dużą ilością rabarbaru. Znikało szybciej niż się pojawiło na stole :)

  • Gość: [bussiol] *.sferanet.pl

    Owoc, który najbardziej kojarzy mi się z dzieciństwem to jabłka w każdej postaci: dżemów, przecierów, soków czy po prostu w całości prosto z drzewa! Ze względu na dużą ilość jabłoni w ogrodzie mieliśmy wiele możliwości na posiłki z jabłkami: szarlotki, ryż z jabłkiem, jabłka karmelizowane i wiele innych! Do dzisiaj eksperymentuje, starając się wrócić do smaków z dzieciństwa... może kiedyś uda mi się odzwierciedlić przepisy mojej najwspanialszej babci. :)

  • Gość: [Beata] *.play-internet.pl

    Popołudniowa sjesta... Czuję jak słońce leniwie błądzi po mojej twarzy, spod powiek rzucam spojrzenie na obdarte kolana. Wyzierają bezlitośnie spod przykrótkiej spódnicy, kiedy ostrożnie wdrapuję się na najszerszą gałąź dziadkowej papierówki. Mmm... Dokoła latają pszczoły z pobliskiej pasieki, pachnie miodem i liśćmi porzeczki. Przez moment waham się pamiętna ostatnich przestróg babci ale już po chwili, skuszona znajomym, obiecującym kształtem, zrywam pachnący owoc i radośnie wbijam zęby w nie do końca jeszcze dojrzałe jabłko... Nie ma nic lepszego. Sok tryska, znacząc moją białą koszulkę grzeszną ścieżką. Przez chwilę słychać tylko zwycięskie chrupanie i łobuzerski chichot biedronek. Pac! Ogryzek rzucony niedbale ląduje tuż pod stopami dziadka. - Przyniosłem gorzkiej czekolady młoda. Złaź zanim babcia zobaczy...

  • Gość: [Izaxyz] *.246.67.57.skyware.pl

    Z czasem dzieciństwa kojarzą mi się jagody. Jak kończył się rok szkolny to mama zawsze zbierała mnie do lasu, nawet dwa razy dziennie żeby nazbierac tych pysznych owoców. A potem to już pyszne pierogi że śmietana i cukrem. Nigdy nie zapomnę smaku tak delikatnego ciasta jak robi moja mama. Pozdrawiam cieplutko :-)

  • Gość: [Agata Bebe] *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl

    Chociaż ledwo co odcięłam się od maminej pępowiny to śmiało mogę powiedzieć, że długo będę wspominać truskawkowy koktajl na śmietanie. Pupa od tego rosła i dalej rośnie ale truskawkom się nie odmawia :) Jutro jadę po truskawki ...

  • Gość: [@slodki.zakalec] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Kosztele.... już samo słowo przywołuje wspomnienia... całe dnie od wiosny po jesień, gdy tylko obowiazki nam pozwalały, spędzaliśmy u Prababci. Wakacje to był czas gdy cała rodzina zjeżdżała się ze wszystkich zakątków Polski... zajadaliśmy się tymi jabłkami prosto z pochylonego drzewa i nie straszne nam były robaczki i "krzyki" Prababci, że w końcu kiedyś któreś z jej prawnuków spadnie z tej jabłoni (zdarzyło się nie raz) Prababcia piekła nam te jabłka w piecu...takim glinianym... opalanym drewnem... ach co to był za smak

  • turly

    Z dzieciństwem kojarzą mi się wiśnie szklanki. Były takie szkliste, niemal przezroczyste. Ponieważ owoce, które rosły u nas na drzewie były dosyć kwaśne, zasypywałam je odrobiną cukru i czekałam aż puszczą sok a smak owoców zmieniał się na słodszy. Dziś trudno spotkać wiśnie szklanki, a szkoda bo np. kompoty z nich przyrządzone miały świetny smak, w sam raz na lato. Gdy będę miała własne miejsce na posadzenie drzewek owocowych, wiśnie szklanki na pewno tam się znajdą.

  • Gość: [MonikaB73] 212.191.133.*

    Czereśnie, czereśnie i jeszcze raz czereśnie. Uwielbialiśmy je wszyscy: ja, moja siostra i mój brat. Brat właził na drzewo i strząsał nam śliczne dojrzałe owoce a my zbierałyśmy je do miseczki. Potem siadaliśmy razem w hamaku, jedliśmy (niemyte) czereśnie a pestki wypluwaliśmy - 'kto dalej ten wygrywa". Mimo, że zjadaliśmy tych owoców całe kosze nigdy się nimi nie przejadłam i do tej pory je uwielbiam.

  • wiacekl

    U nas, u dzieci w gospodarstwie wychowanym, ulubionym smakiem i wspomnieniem jest mix owocowo-warzywny.
    Bo najpierw siejemy warzywka, potem plewimy, - ja oczywiście zawszy wybieralam fasolke lub cebulę lub ogórki, no może ewentualnie buraczki, a nie jakieś pietruszki czy marchewki, bo strasznie mnie nużyla ta praca.
    W miedzyczasie pojawia się:
    - kompot z rabarberu ( a jak rabarber ładnie czyscił brud za paznokciami, gdy po pracach obowiazkowych wybieraliśmy się na górkę grać w dwa ognie, czy tez koło krzyża na majowe), p.s. moja siostra mrozi rabarber i potem robi z niego pyszne desery, naprawdę dobre.
    - pierwsze ledwo zółte truskawki, a potem już te przepyszne (pamiętam, jak dziś, gdy będąc z dzieckiem poszłysmy z siostrami nazrywac truskawek, rodzice mieli bodajże sjeste popołudniowo-niedzielną w tym czasie bardzo się zdziwli, gdy ujrzeli 3 michy truskawek przygotowanych do zaprawiania), p.s. ja tez mrożę truskawki, dżemik i kompocik mam od mamy i tesciowej:)
    - porzeczki czerwone- okazałe krzaczki a na nich takie jakieś niemrawe te porzeczki, które trzeba było zrywać, bo tata bo dojeniu lubił zjeść z cukrem. W tym roku u teściowej jakoś już inaczej mi sie je zrywało - szybciej, energiczniej, i od razu w słoiki:)
    -agreścik - kwasior, albo słodziutki taki, mniam, mniam kompocik, niekoniecznie do miesa.
    - hmmm, gruszki i jabłuszka - pamiętam, jak maluchem jechałyśmy do miasta, albo tata nas zawoził w wakacje z ziemniakami i gruszkami - wszyscy w mieście przychodzili po nasze gruszki, o osach pod drzewem i na drzewie nie będe wspominać.
    -zrywanie jabłek na zimę, tego nie lubilam, mama latała jak szalona,albo moja strasza siostra po drzewie, a ja musiałam kawal drogi iść zanieść te kosze z jabłkami do piwnicy, najgorzej jak z samiuśkiego końca sadu trzeba było iść:)
    - a jak były jablka nieciekawe i byl skup na wino, to wiadomo, tata zajezdżął przyczepą, a my dalej, troche potrząść drzewami, trochę pozbierać, i pieniązki były, na przybory do szkoły, czy na komitet lub ubezpieczenie. Bo to zawsze jakos tak było, ze za dużo nie bylo.

    Mix owocowo-warzywny - to był moj dzieciecy świat.

  • Gość: [ania_cisz] *.rejtravel.pl

    Owoce dzieciństwa? Wiśnie i rabarbar! Pyycha..
    Jedna Babcia gotowała mi cudowną zupę wiśniową oczywiście z makaronem ;)
    Zaś u drugiej Babci na ogrodzie rósł rabarbar, siedziałam na ławce i maczałam go w cukrze, który był wsypany do wielkiej (tak mi się wtedy wydawało ;)) kryształowej cukiernicy.
    Piękne wspomnienia przywołał ten konkurs. Dziękuję! :)

  • Gość *.play-internet.pl

    Biegnę obok babcinego płotu zrywając ogromne liście rabarbaru, trzymam je w rączce i biegnę dalej by zanurzyć ich końce w cukiernicy. Kiedyś nikt nie narzekał na szczawiany, po prostu rabarbar się jadało surowy, w kompocie i w maślanym placku którego smak zapamiętałam do dzisiaj.Fajnie tak Kasiu wspomnieć samą siebie i widzieć tę biegnącą dziewczynkę w myślach bo rabarbar jest moim dzieciństwem

  • Gość: [Dzist] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Oczywiście są to jabłka papierowki- z 3 dorodnych jablonek, które zasadzil mój kochany dziadek 40 lat temu! Jako mały bobas godzinami mogłam pod nimi leżeć wpatrując się w listki powiewajace na drzewie. Jak tylko zdobyłam umiejętność poruszania się i wyrosły mi zęby zjadłam ich nizliczone ilości -najchętniej te niedojrzałe :-) mama ponoć zawsze bała się ze się się nich pochoruje, ale nie udało sie jej mnie powstrzymac :-) Ale najlepsze były zdecydowanie z jableczniku mojej babuszki, która zawsze ręcznie ucierala ciasto, a potem piekła w prodidżu :-) mniam! A co najlepsze, miłość do papierowek przejął mój niespełna dwuletni synek i robi dokładnie to co mama w jego wieku :-)

  • Gość: [matylda] 194.181.83.*

    Z dzieciństwa najlepiej pamiętam grejpfruta. Moja mama pozwalała nam na jedzenie go tylko w wannie, podczas kąpieli. I było to tak: z jednej połówki pierwszą cząstkę wybierał brat, potem ja, potem brat... Z drugiej połówki pierwszą cząstkę wybierałam ja, potem brat itd. Cały myk polegał na tym, żeby nie tylko jak największą pierwszą cząstkę wybrać samemu, ale też, żeby sąsiadujące cząstki były jak najmniejsze.

    Ach, dzieciństwo.

  • Gość: [Roksana S] *.dynamic.caiway.nl

    Mój smak dzieciństwa i zarazem lata to żółta fasolka szparagowa. Mama sadziła ją, tak jak i inne warzywa w ogódku, ale to fasolka była moim ulubionym warzywem. Jej smak przypomina mi ciepłe wakacyjne dni, wypełnione śmiechem i zabawą z rodzeństwem. Mama podawała ją często w bezmięsne piątki, razem z jajkiem i ziemniakami, Delikatnie okraszała ją masełkiem i bułką tartą. Całą rodziną nakładaliśmy sobie obiad i jedliśmy w ogrodzie, bo w takie upały, aż szkoda siedzieć w domu. Mama dalej, jak co roku sadzi fasolkę, a ja nie mogę się doczekać kiedy ją odwiedzę i razem przygotujemy pyszne danie z tego żółtego jak słońce warzywa. :)

  • Gość: [Patrycja] *.dynamic.mm.pl

    Jako, bądź co bądź, mieszczuch, który nie miał nigdy dziadków na wsi, z dzieciństwa pamiętam najbardziej smak słodkich nektarynek, które pakował dla mnie i braci Tato, zabierając na plażę w wakacje. Ich sok ściekał po rękach ale nie przejmowaliśmy się tym - wszak za chwilę i tak biegliśmy zanurzyć się w słonych morskich falach.

  • Gość: [szefowa kuchni] *.dynamic.chello.pl

    Moim smakiem dzieciństwa, dosłownie i w przenośni jest smak papierówek:). Nie tylko ze względu przygotowywane przez babcię kompoty, ciasta i przetwory, ale również dlatego, że wielka jabłoń rodząca te owoce rosła przed domem moich dziadków. Nierozerwalnie kojarzy mi się z nimi i najlepszymi chwilami dzieciństwa:). Za każdym razem kiedy jem te niepozorne jabłka, przenoszę się z powrotem do czasów kiedy miałam 5 lat i wszystko było taaakie proste:).

    szefowa.kuchni1@gmail.com

  • kinia19765

    Zdecydowanie sa to jagody. Pamiętam jak z babcią kiedy tylko rozpoczynał sie sezon jagodowy brałyśmy wiaderka, rowery i jechałysmy do lasu na jagody. Och wtedy tego strasznie nie lubiłam bo babcia kazała mi zbierac do wiaderka a ja zbierałam do buzi. Potem przez całe miasto wracałam z umazana jagodową buźka i odstraszałam fioletowym usmiechem. Ale to były czasy, teraz jak tak na to patzre to mi bardzo tego brakuje. W lesie rozmawiałyśmy z babcią na wiele tematów, wspominała mi o swoim dzieciństwie o mojej mamie, kiedy była młoda, opowiadała historie PRL-u i zawsze sypała też zabawne żarty. Po tym atrakcyjnym i pełnym wrażeń dniu z pełnym jagód babcinym wiaderkiem i moim pełnym żołądkiem oraz połowa (max) mojego wiadereczka jagód wracałyśmy do domu i przygotowałyśmy to co tygryski lubią, a w zasadzie kochają, kochały i będą kochać zawsze- pierogi z jagodami oczywiście. Babcia brała taki stary kubek w którym odmierzała mąkę, gorąca wodę olej i dodawała jajka, sól i cukier waniliowy-och do dzisiaj czuje ten zapach. Potem wyrabiała ciasto i zaczynałyśmy lepić pierogi. Och zabawy było co nie miara, a ja oczywiście zawsze wyjadałam jagody z cukrem z miski zanim trafiły do pierogów bo musiałam spróbować czy sa tak samo smaczne jak te w lesie i czy na wszelki wypadek nikomu nie zaszkodzą. Kiedy doszłyśmy do końca lepienia, ugotowałyśmy nasze dzieła, a było ich sporo zaczynałyśmy konsumpcje z dziadkiem i rodzicami. Ja swoje pierożki polewałam śmietanką, posypywałam cukrem waniliowym i ogromną ilością jagód, które przed spożyciem rozciapywałam. Po takiej wyżerce szłam na kanapę, z myślą abym nie pękła, a następnego dnia na śniadanie dojadałam resztki pierogów, które babcia podsmażała na masełku z bułka tarta. I jeszcze mam 2 takie potrawy z jagodami-kluski parowe z musem jagodowo-śmietanowym i oczywiście leniwe pierożki podsmażone na masełku z bułeczką tarta, cukrem i orzeszkami, miodem obsypywałam je jagodami...och sie rozmarzyłam ale wiem że miałam niesamowite dzieciństwo, niesamowicie pyszne dzieciństwo, które zawsze wspominam z ogromnym entuzjazmem

  • Gość: [syl2201] 195.85.249.*

    Poziomka to smak dzieciństwa. Najlepiej taka dzika, która rosła w ogrodzie u babci w najbardziej krzaczastych miejscach i które uważałam za swoje tajne skrytki do których zabierałam tylko nielicznych. Krzaki, a raczej tuje które wtedy wydawały się być lasem (a ja czerwonym kapturkiem!) teraz wcale nie są takie wielkie i straszne :) Dzisiaj niestety już tam nie rosną ale co sezon sprawdzam z nadzieją, że może coś tam się pojawi.

  • Gość: [Kamila] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Gdy we wspomnieniach wracam do mojego dzieciństwa pierwszym owocem, który przychodzi mi na myśl są poziomki. Ten zapach i smak!!!!Uwielbiam!!!Moja babcia miała poziomki, truskawki i maliny w swoim ogródku. Zawsze gdy z moim bratem i kuzynostwem spotykaliśmy się u niej latem był wyścig- kto pierwszy po owocowe smakołyki. Ja zawsze zaczynałam od poziomek. Dziś dosyć trudno kupić poziomki, a te które są moim zdaniem w niczym nie przypominają tamtych z ogródka babci Zosi. Tęsknie za tym wyjątkowym aromatem i słodkim smakiem!

  • Gość: [Kamila] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Gdy we wspomnieniach wracam do mojego dzieciństwa pierwszym owocem, który przychodzi mi na myśl są poziomki. Ten zapach i smak!!!!Uwielbiam!!!Moja babcia miała poziomki, truskawki i maliny w swoim ogródku. Zawsze gdy z moim bratem i kuzynostwem spotykaliśmy się u niej latem był wyścig- kto pierwszy po owocowe smakołyki. Ja zawsze zaczynałam od poziomek. Dziś dosyć trudno kupić poziomki, a te które są moim zdaniem w niczym nie przypominają tamtych z ogródka babci Zosi. Tęsknie za tym wyjątkowym aromatem i słodkim smakiem!

  • Gość: [Lady laura.] *.dynamic.jazztel.es

    Pamiętam małą dziewczynkę biegnącą do babcinego ogródka ,na boso z emaliową miseczką na porzeczki.Babcia miała uroczy ogródek ze ścieżką pośrodku i po prawej
    i lewej stronie tej ścieżki rosły właśnie porzeczki ,olbrzymie krzewy porzeczek.Tu , gdzie teraz mieszkam ich nie ma,może dlatego darzę tamten niezapomniany smak takim sentymentem .Pozdrawiam serdecznie.

  • Gość: [beata] *.centertel.pl

    Smak dzieciństwa? Truskawki!!! Te od Mamy- duszone widelcem z cukrem i śmietaną - prawdziwą zebraną z prawdziwego krowiego mleka...mm mm rozmarzylam sie

  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Smak dzieciństwa to u mnie zdecydowanie POZIOMKI i SZCZAW.
    Nie pamiętam kiedy je oststni raz jadłam, nawet nie wiem czy znów chciałabym ich spróbować. Może niech na zawsze zostaną już smakiem beztroski i biegania na boso do ogródka? Za domem był ogródek pod wielką starą czereśnia, która z resztą do tej pory stoi (niestety w tym roku bez owoców), a w nim grządki truskawek, marchewka, SZCZAW a obok kilka zaledwie małych krzeczkow POZIOMEK. Szczawiu wystarczało na zupę, niezbyt wtedy lubianą, ale nie ze względu na smak! Raczej złą sławę, dziś dałabym się pokroić. Poziomki były nagrodą, jaką radość z znalezienia choć jednej małej. Cudowne czasy, piękne wspomnienia! Chciałabym żeby moje dzieci miały równie beztroskie dzieciństwo! Pełne brudnych nóg i nieumytych twarzy.

  • indianna6

    Zdecydowanie truskawki. W dzieciństwie, latem na deser po kolacji mama serwowała truskawki z cukrem i śmietanką. Ten smak kojarzy mi się z.domem, ciepłem i wakacjami Ostatnie trukawki w sezonie dekorowały również mój.urodzinowy tort

  • Gość: [Magdzik] *.internetdsl.tpnet.pl

    Zrywane truskawki i porzeczki topione w maślance.....No i morwy. Takie wygrzane prosto z drzewa. Smak lata to lipowa herbata ze świeżego suszu....to zimne mleko pite na łące podczas sianokosów....No i kompot owocowy....takiego babcinego nic nie jest w stanie pobić..... Ale.poza owocami najbardziej tęsknię za mlekiem prosto od krowy pajdą chleba z masłem i zapachem siana..... Pracowaliśmy, ale robiliśmy to z radością. Każdy owoc był mniom i nikt nie Wrzeszczał, że trzeba go umyć....bo piasek,bo wscieklizna( zbieralismy borówki i maliny czy jezyny w lesie... Jedliśmy je i żyjemy....) zazdroszczę sama sobie tych smaków......tych wspomnień. Bo moje dziecko niekoniecznie ma szansę na takie wspomnienia.

  • Gość: [Magda] *.play-internet.pl

    Smak dzieciństwa to zdecydowanie cierpko-kwaśno-słodki i soczysty rabarbar. Chrupiące łodygi podjadane prosto z babcinego ogródka bez żadnych dodatków albo maczane w cukiernicy podczas krojenia do ciasta czy na kompot :) Eh aż ślinka cieknie na samo wspomnienie zapachu ciasta drożdżowego z rabarbarem i pyszną kruszonką...Do tego szklanka orzeźwiającego kompotu i nic więcej do szczęścia nie trzeba ;)

  • Gość: [Agula] *.static.korbank.pl

    Smak dziecinstwa i lata, hmmm... to przede wszystkim porzeczki prosto z krzaczka. Czarne, czerwone czy biale i zawsze przegryzane agrestem bo był tuż obok. Ten niezapomniany zapach owoców i lisci prosto z krzaczka u babci uwodzi mnie do dziś . A jak się chciali pić podczas zabaw to oczywiscie papierówki- kwaśne i niedojrzałe, ale kto by sie przejmował

  • Gość: [Basia Gulczyńska] *.toya.net.pl

    Konkurs idealnie trafiony w to co dziś poczułam. Jako, że kocham truskawki, to codziennie je kupowałam, ale sezon na nie się kończy i wczoraj sięgnęłam po maliny. Od razu w domu zjadłam kilka i uczucia nieziemskie! Przypomniało mi się coś o czym dawno zapomniałam. Jak byłam mała jezdzilam w koszyku rowerowym z babcią na działkę. I te maliny, kupione wczoraj w osiedlowym wsrzywniaku smakowały jak te, które jadłam z krzaczka, kiedy babcia plewiła/ podlewala i dbała o plony na działce. Działki już nie ma od chyba 10 lat a słowo daję przypomniała mi się cała - razem z rozlatujacym się malgmr domkiem i studnią. Przypomniały mi się smaki i zapachy i ukochana babcia, dlatego dzisiaj do niej zadzwoniłam. A wszystko przez koszyczek malin :)

  • Gość: [AgaG] *.netcologne.de

    Młoda marchewka i truskawki. Takie prosto z grządki. Otarte o spodnie, ziemia strzepana paluszkami, nieumyte. Mmmmm. Az poczulam ten smak.

  • Gość: [Kamila Te.] *.dynamic.mm.pl

    Agrest! Wakacje na działce u dziadków, żar leje się z nieba, piasek w butach i posklejane od potu włosy. I ten agrest ciepły od słońca prosto z krzaka! Babcią zawsze krzyczała: umyj go wpierw! Ale gdzie tam, hops do buziaka!

  • Gość: [Małgorzata P] *.dynamic.chello.pl

    Smak owoców z dzieciństwa to smak soczystych i słodkich morw z jedynego drzewa rosnącego na podwórku - dzieciaki tylko czekały aż coś spadnie ale z czasem się trochę scwanilismy i pod drzewem postawiliśmy koszyki i była loteria i zabawa komu najwięcej spadnie i wtedy ten kto wygrywał zapraszał inne koleżanki na herbatkę i deser :) Dodatkowo jeśli było więcej tych morw to namawialismy rodziców by zrobili nam kogel mogel i wtedy dodawalismy tam morwy - pychota :)

  • Gość: [kittykate] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Smak owocu mojego dzieciństwa to zdecydowanie smak pomarńczy. W latach 90- tych kiedy to właśnie byłam dzieckiem owoców tych nie można było dostać ot tak o w sklepie od ręki. Dostępne były one jedynie przed Bożym Narodzeniem, a ich zapach zwiastował rychłe nadejście świąt, a tym samym zjazd taty do domu (zawodowy kierowca). Pamiętam jak raz z bratem pod choinką znaleźliśmy worki lniane, a w nich czekoladę (umownie wyrób czekoladopodobny), mandarynki i właśnie pomarańcze- brat powiedział, że podłożyła je tam gwiazdka ale, żeby móc go otworzyć muszę zaśpiewać kolędę- ja mało myśląc wydarłam się "niech nam gwiazdka pomyślności nigdy nie zagaśnie" co do tej pory jest rodzinną anegdotą. Po dziś dzień sądzę, że magia świąt to właśnie te "pomarańczowe wspomnienia" nic więc dziwnego, że u mnie w domu w grudniu nie może zabraknąć pomarańczy naszpikowanej goździkami.

  • Gość: [Angelina Helowicz] *.play-internet.pl

    Mój letni smak z dzieciństwa to truskawki! Właściwie to truskawki zebrane z rana do emaliowanego garnuszka i rozgniecione widelcem (tak aby truskawki można było jeszcze pogryzc) z cukrem i kefirem lub w wersji na "bogato" ze śmietaną :D do tego bułka! moczona w tym oblednym koktajlu :) taaaaak jestem w niebie

  • Gość: [Piotr] *.8-1.cable.virginm.net

    Młoda kapusta i marchewka, wiśnie, czereśnie i jabłka. A wszystko prosto z ogrodu gdy szliśmy z kolegami na szaber :)))
    Adrenalina dodawała smaku. A najlepiej smakowało podczas ucieczki :)))

  • Gość: [Biranowska Małgosia] *.dynamic.chello.pl

    Wszystko co znalazłam w lesie ....jagody, czerwone borówki, jeżyny zrywanie z oooogromnych krzaków na bajorkiem na polanie w środku leśnego pustkowia i te podrapane ręce - bo najlepsze jeżyny były najwyżej po powrocie do leśniczówki pradziadków nie byłam już głodna...No chyba ze jeszcze maliny przy płocie...a wszystko soczyste i słodkie.

  • Gość: [Jusss23] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Bez wahania jestem w stanie wskazać ulubiony owoc mojego dzieciństwa, a jest nim - a właściwie są świeżo zerwane, leśne borówki. Były one podstawowym składnikiem mojego ulubionego deseru lodowego w dzieciństwie. Z utęsknieniem czekałam na niego cały rok dopominając się o niego niemalże każdego dnia, doprowadzając tym moją mamę do czarnej rozpaczy. Dlaczego musiałam czekać na ten deser aż cały rok? Nie dlatego, że w zimę nie można było kupić lodów, ale tylko latem można było pozyskać kluczowy składnik tego deseru świeże, dojrzałe w słońcu, pachnące borówki, przyniesione prosto z lasu o poranku. Dopiero wtedy moja mama mogła przygotować królewską, wręcz, ucztę kremowe, własnoręcznie zrobione śmietankowe lody, które rozpływały się na języku niczym puchaty obłoczek rozmywa się na błękitnym, letnim niebie. Tak przygotowane lody, posypywała obficie świeżo zerwanymi borówkami i dla dodania jeszcze większej słodyczy, dekorowała całość słodziutkimi bezami w najróżniejszych kolorach tęczy. :) Nigdy nie zapomnę tego smaku, aromatu oraz uczucia ekscytacji, radości jakie towarzyszyły spożywaniu tego rarytasu... :)

  • Gość: [Karaibska Magnolia] *.dynamic.chello.pl

    Z dzieciństwem kojarzę smak czerwonej kapusty, którą w moim domu przygotowywano w wyborny sposób, z nutą słodyczy, z rodzynkami. Najczęściej do pysznej kaczki.Do dziś, gdy czuję ten zapach mam przyjemne skojarzenie wspólnych obiadów przy stole. Widzę w myślach mój rodzinny dom. Warzywa i owoce były u nas na stole nieodłącznym komponentem posiłków. Dziś jest tak w moim domu.

  • Gość: [Iwcia83] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Jabłka papierówki. Na samo pisanie ich nazwy wykrzywia mi się buźka od wspomnienia kwasowatości i dostaję ślinotoku. To czekanie, kiedy wkońcu dojrzeją. Niekiedy jadło się takie mega zielone, niedojrzałe. Mama zawsze krzyczała, ze brzuch będzie bolał. I pozwalała jeść tylko takie, które już opadły na ziemię.

  • Gość: [Anita] *.u3d.net

    Owocami mojego dzieciństwa były porzeczki ,zrywałam je z krzaczka i pchałam prosto do buzi i te białe i te czerwone. Babcia w ogrodzie miała także czarne i choć ich nie znosiłam kompot z nich smakował fantastycznie. Popijałam go i jadłam placek drożdżowy pieczony na wielkiej blaszanej blaszce , bez owoców , bez kruszonki z brązową skórką na wierzchu. Niestety nie odtworzę nigdy tego smaku , był to babciny, niepowtarzalny.

  • Gość: [Mikaa] *.dynamic.mm.pl

    Dziękuję za pretekst do powspominania :) dawno myślami nie byłam w domu dziadków, na wsi. Przypomniało mi się i zbieranie jagód w lesie z babcią i ciotkami (ja krążyłam między nimi i dorzucałam do każdego wiaderka, sine palce, usta i język po tym zbieraniu były super ;)), i krzaki czarnej porzeczki dziadka (już ich nie ma...) lubiłam między nimi biegać boso po nagrzanej ziemi i objadać się słodko - kwaskowymi pysznościami. Ale najlepiej i najwyraźniej przypomniała mi się pyszna i orzeźwiająca mizeria babci, taka na słodko. Pyyyycha :)

  • Gość: [Karolina] *.dynamic.chello.pl

    Mamy domek na wsi, obok mieszkała babcia. Domek był na lekkiej górce, więc na dołek chodziliśmy na truskawki :) Rosły właśnie na polu w lekkim zagłębieniu. Babcia i 9 wnucząt szło po truskawki. A do tego? Naleśniki. Truskawki obowiązkowo potłuczone lekko widelcem lub tłuczkiem do mięs, tak lekko by nie zrobić masy. Ciepłe pyszne naleśniki babci, truskawki prosto z pola i wiejska śmietana. Cudowne wspomnienie i wspaniałe, proste smaki :) Karolina rak_pustelnik@wp.pl

  • Gość: [dyziocha] 80.48.95.*

    Owoce lata to po kolei:
    - rabarbar - pyszny pierwszy kompot a w dzieciństwie umoczony bat w cukrze mmmm aż ślinianki zaczęły pracować na wspomnienie smaku :)
    - truskawki - mama miała zawsze na działce i najlepsze były te na koniec zbioru,
    - porzeczka czarna - pięknie pachniała choć zrywać nie lubiłam, bo skorki w krzaczkach były,
    - później mieliśmy jabłka
    - no i na koniec śliwki węgierki (zrywać nie lubiłam, bo też skorki), ale te pęknięte mmmm smak i słodycz nie do opisania.
    Szkoda, ze ten rok ciężki dla owoców.

  • Gość: [Anna] 156.67.88.*

    Smak lata, smak dzieciństwa zamknięty z truskawkach :) Takich prosto z krzaczka. Z dodatkiem piachu, który zgrzytał pod zębami. Nikt wtedy nie straszył pasożytami czy bakteriami czyhającymi w brudzie. Buszowało się wśród grządek wyszukując co lepsze okazy. Byliśmy brudni i szczęśliwi :)

  • Gość: [Beatka277] *.dynamic.dsl.as9105.com

    Z dziecinstwem kojarza mi sie czeresnie, zawsze zrywalam u sasiadow z drzewa i prosto trafiały do buzi razem z pestkami.

  • Gość: [Waterloo] 212.122.71.*

    Agrest i porzeczki. Ciocia Zosia w nagrodę za zbieranie uczyła gry na fortepianie i piosenek. O koniku polnym. I siedząc razem przed ogromnym krzakiem agrestu (naprawdę czy ktoś widział takie krzaki co są dwa razy większe od człowieka?) opowiadałyśmy sobie ostatnio przeczytane książki... Ania z Zielonego Wzgórza, Winnetou, wiersze... i jakieś tam różne o historii... :)

  • Gość: [Katarzyna] *.eaw.com.pl

    Smak lata to soczysty arbuz prosto z lodówki w upalne dni. Idealne orzeźwienie i nawodnienie. To także kilogramy truskawek jedzone prosto z krzaczka, z cukrem, bitą śmietaną czy zmiksowane w formie koktajlu. To także smak słodkich czereśni. Najlepsze były te zjedzone siedząc jeszcze na gałęzi drzewa, w cieniu liści. Uwielbiam lato. Jako dziecko latem mogłam żyć tylko na owocach. Z "konkrentami" było ciężko

  • Gość: [Sitkaa13] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Smak dzieciństwa i smak lata to poziomki, które rosły u babci w ogródku. Jak byłam mała to jadłam je prosto z krzaczka albo babcia przyrządzała mi je w kubeczku ze śmietaną i cukrem. To było jakieś 20 lat temu. Teraz mam 26 lat, ale tamtego smaku nigdy nie zapomnę. Co więcej już nigdy później nie jadłam poziomek. Miło jest wrócić wspomnieniami do tamtych chwil chociażby dla samego uśmiechu na twarzy. Nawet poza konkursem. Dziękuje Pozdrawiam serdecznie.

  • Gość: [Kasia] *.pool85-51-148.dynamic.orange.es

    Smak dzieciństwa i ogólnie naszej pięknej ojczyzny to dla mnie wsztstko związane ze świeżym powietrzem wsią i owocami prosto z działki babci jak agrest , porzeczki, śliwki, jagody potem nieśmiertelny bób, tony zjedzonego słonecznika siedząc na ławce. A punktem kulminacyjnym była kromka cieplutkieho chleba ze świeża śmietana i cukrem na wierzchu. Ajjjjjj aż mi poleciała łezka z tych wspomnień

  • Gość: [Agnieszka z Mierzei Wiślanej] *.centertel.pl

    Smak wakacji to rabarbar umoczony w cukrze, agrest z krzaka, słodki groszek z ogródka babci oraz kompot z papierówek. Zamykam oczy i mam 5 lat. Biegam za dziadkiem po ogrodzie, karmię kury z babcią. Mniam

  • Gość: [Karolina Kobylińska] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Dla mnie smakiem dzieciństwa są mandarynki. Jak każde dziecko z wypiekami na twarzy wyczekiwałam Świętego Mikołaja, w każdej paczce znalezionej obok łóżka zawsze było kilka mandarynek. Do tej pory na sam zapach mandarynek przechodzi mnie przyjemny dreszczyk :)

  • Gość: [Anka1322] *.centertel.pl

    Owoce dzieciństwa?
    Oczywiście- truskawki! Zabawa na całego z kuzynostwem, rodzice, wujkowie, ciotki popijaja kawke i ogladaja " teleexpress", gwar, śmiech, w kuchni kszatajaca sie babcia, wystarczyło tylko zapytać babcie czy ma coś słodkiego, i nagle babcia przynosila pyszne deserowe pucharki po brzegi uzupelnione galaretka z truskawkami, a na wierzchu bita śmietana! To był rarytas ;) a teraz kto, co woli od tarty po musy ;)

  • Gość: [madzior] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Mieszkając od dziecka na wsi i wychowując się na świeżych warzywach i owocach z własnego ogródka czy sadu, bardzo ciężko wybrać tylko jeden smak przywołujący dzieciństwo. Doskonale pamiętam jeszcze niedojrzałe i kwaskowate papierówki prosto z drzewa, rozgrzane od słońca i świeżo zerwane truskawki, dynię gotowaną na mleku, smak herbaty z domowym sokiem pigwowym, czy też wspinanie się po czereśni, by dorwać się do tych najbardziej czerwonych i najsłodszych owoców na czubku drzewa . Jednak smakiem, który mocno utkwił mi w pamięci są śliwki renklody z ogródka mojej babci. Jedzone na świeżo- koniecznie lekko zielone, natomiast z tych mocno dojrzałych mama robiła najlepszy dżem na świecie, który łyżkami wyjadałam prosto ze słoika. Dziś ubolewam, że nie jest to odmiana bardziej rozpowszechniona, gdyż smakiem renklody zdecydowanie przewyższają dla mnie popularne węgierki. :)

  • Gość: [Natalia Nuka] *.scc.kit.edu

    Moim wspomnieniem dzieciństwa jest fasolka szparagowa, ale tylko ta żółta. :)
    Moja mam zawsze była zakręcona na punkcie fasolki, bo sama w dzieciństwie w lecie jadła jej mnóstwo - sadziła ją jej mama, a więc moja babcia. Co wiosnę jestem zobligowana do przekopania chociaż części ogródka i nigdy nie liczy się cukinia, groszek czy jarmuż: zawsze trzeba kupić milion paczek fasolki szparagowej i ją wysadzić. * I w lipcu/sierpniu nasze obiady składały się głównie z ugotowanej żółtej fasolki, w którą trzeba było poutykać zimne masło, aby się stopiło. Czasami polewaliśmy ją czosnkiem lekko podduszonym na maśle, ale ja zawsze oponowałam przez smażoną bułką tartą, której do tej pory unikam. Fasolka była wszędzie: w zupach, w tartach na kruchym cieście, w leczo i w gulaszach, ale jednak ta "saute" wygrywała z wszystkimi daniami. ;)

    *Czasami moja mama skusi się np. na fasolkę zieloną lub fioletową albo płaską tyczną. ;)

  • Gość: [Wiola Paw] *.play-internet.pl

    Mój smak dzieciństwa to smak bułeczek gotowanych na parze z jagodami w środku, moja babcia mówi na nie parzaki, tego śmietanka i cukier <3 a na obiad młoda kapustka z koperkiem. Taki opis i już przed oczami obraz wakacji na wsi u babci :)

  • Gość: [Angelika] *.centertel.pl

    A mój smak dzieciństwa to jagody a dlaczego? Dlatego że jak pewnie u większości z was, dawniej czasy były trudne i nie wszystko było na wyciągnięcie ręki jak teraz. Żeby zjeść pyszną jagodzianke, mama czy babcia musiały udać się na długa wycieczkę do lasu aby nazbierać pysznych jagodek a że las był z dała od naszego miasteczka, nie mieliśmy samochodu babcia chodziła piesza do lasu to jagodzianki były u nas od święta a smak ich niezapomniany do dziś.

  • Gość: [ejot] *.tonetic.pl

    TRUSKAWKA...hmmm.... tak, to zdecydowanie smak mojego dzieciństwa. Na śniadanie-
    świeża bułeczka z dżemem truskawkowym, na deser, gniecione widelcem i ze śmietaną w szklance, na obiad drobno pokrojone, ze śmietaną i obowiązkowo z makaronem.
    Koniecznie na działce rodziców jedzone prosto z krzaczka (a w zębach zgrzyt piasku :)!
    Aaaa...i jeszcze na wakacyjnym zarobku..plantacje truskawek- kilka złotych za łobiankę, ból pleców,ale co tam...i truskawki były i parę groszy wpadło do kieszeni.

  • Gość: [MoniKa1012] *.dip0.t-ipconnect.de

    Smak, którego nie mogę zapomnieć, to smak bananów. Miałam kilka lat, a na półkach sklepowych królował ocet. Wielkanoc spędzaliśmy u rodziny, która dostała paczkę z Niemiec. Między kolorowymi jajeczkami, czekoladkami oraz innymi produktami, które znajdowały się w tej przesyłce, były właśnie banany. Pierwszy raz widzialam te owoce. Nigdy nie zapomnę ich smaku i już nigdy nie smakowały tak jak wtedy.

  • darka2b

    Owoc z którym kojarzy mi się dzieciństwo? Jabłka papierowki z babcinego ogródka. Nie mogłam się doczekać kiedy pojawia się te jabłka... Kiedy drzewo zaczynało kwitnąc codziennie biegala sprawdzić czy już są owoce. Trzeba się było naczekac, ale ich smak wspominam do dzisiaj... Słodkie i kwaśne jednocześnie, miękkie a zarazem twarde :) A ile zjadłam niedojrzalych, bo nie mogłam się doczekać... Niestety drzewa nie udało się uratowac, a takich jabłek już nigdy nie jadłam.. Ale pozostało wspomnienie, a na miejscu, w którym kiedyś rosło to drzewo teraz stoi mój dom - tak cudowny jak babcie papierowki :)

  • Gość: [jagoda67] *.dynamic.gprs.plus.pl

    A ja pamiętam smak pierwszego w życiu banana. Były to czasy głębokiej komuny kiedy w sklepach nie było żadnych owoców i choć wychowałam się na wsi to dla mnie właśnie banan jest wspomnieniem dzieciństwa. Inne owoce były może dla mnie codziennością a banana zdobyła dla mnie moja Ciocia która zabrała mnie na ferie do miasta na Śląsku. Zupełnie nie wiedziałam co to jest za owoc i jak się go je ale jego cudowny zapach i smak miąższu rozpływający się w ustach pamiętam do dziś. Często dziś gdy biorę do ręki banana to wspominam tamte czasy, pierwszy pobyt poza domem w mieście i ten wspaniały owoc jakim jest BANAN.

  • Gość: [Jagoda] *.play-internet.pl

    Nomen omen-Jagody:)
    Z cukrem lub z gęstą śmietaną i z cukrem! Poezja!
    Zresztą nie może być inaczej,gdyż od tych owoców pochodzi moje imię -pierwsze skojarzenie mojej mamy- jestem fioletowa ,jak jagoda:)

  • justynapelc

    Całe życie a dokładnie już za niedługo 32 latka, jak mieszkam na pięknej wsi , gdzie san wpada do wisły... owoce i warzywa zdrowe tylko z mojego ogródka czy sadu zawsze były w domu i są nadal. Najbardziej ulubionym owocem z dzieciństwa była śliwka węgierka. Razem z przyjaciółmi siedzieliśmy co jakiś czas na gałęziach i objadaliśmy te przepyszne owocki, babcia nie miała już z czego robic powideł, tak szybko znikały z drzewa. jako starsza dziewczyna wraz z moja kuzynką , w wieku 13 lat zaczęliśmy piec placek ucierany właśnie z tymi owockami,,, znikał szybko i kochani mam do dziś ten przepis...piękę tak często jak tylko wpadnie mi w oko śliweczka.....

  • Gość: [Carolans] *.dynamic.chello.pl

    Wybrać jeden smak? Jeden owoc?Jedno warzywo? Przyznam, że to trudne zadanie. Gdy byłam mała wakacje spędzałam u babci na wsi, zaraz po zakończeniu roku szkolnego razem z braćmi byliśmy "wywożeni" do kochanej babci Zosi , u której warzyw i owoców byl dostatek. Oczywiście nic za darmo, musieliśmy pomoc przy ich doglądaniu i uprawie ;) Zbieraliśmy wiśnie na kompot, agresja, porzeczki, truskawki, maliny na sok...Wyrywaliśmy chwasty, aby "nasze" ogórki i cukinie miały więcej miejsca i światła dla siebie. Podlewaliśmy pomidory,doglądalismy kukurydzy, przed obiadem wybiegałam do obiadu po gałązki kopru do ziemniaków, do lasu jeździliśmy na poziomki i po zioła.
    Skoro jednak muszę wybrać jeden smak niech będzie to bób. Wiem, że to mało popularne,jednak do dziś pamiętam te popołudnia które spędzalismy zrywając zielone strączki do wiaderek, urządzalismy nawet wyścigi kto zbierze wiecej i szybciej. Później siadalismy całą rodziną na ławce przed domem babci i luskaliśmy ziarenka, które wskakiwaly do miski. Babcia z dziadkiem opowiadali nam o swojej młodości ( a młodość mieli bardzo ciekawą!), babcia śpiewała piosenki, a my opowiadalismy o szkole i naszym codziennym życiu. Później, gdy bob się gotował w starym brązowym garnku, pomagaliśmy oporzdążyć zwierzęta, a następnie siadaliśmy do posiłku śmiejąc się, żartuje i słuchając bajek. Powietrze pachniało latem, a my byliśmy absolutnie szczęśliwi. To były wspaniałe czasy, tak zapamiętam na zawsze moją cudowną babcie i kochanego dziadka. Może dlatego wybrałam towarzysz, bo kojarzy mi się z nimi i wspólnie spędzamy mi wieczorami.

  • Gość: [MonikaGimzicka] 178.239.10.*

    Czerwone porzeczki :-) specjalność mojej babci to chrupiące naleśniki z porzeczkami i cukrem. Pamiętam poobijaną emaliowaną miskę pełną czerwonych kuleczek, które skrupulatne obierałyśmy całe przedpołudnie. Co nie zostało zjedzone trafiało do drożdżówki z kruszonką lub posypywałam cukrem delikatnie rozgniatając. Tydzień temu byłam u babci, z racji jej wieku to ja musiałam rano obrywać już nieliczne porzeczkowe krzaki i odganiać obrzydliwe szczypawice. Pomimo upływu ponad 20lat, kiedy tylko pomyśle o tych owocach widzę babcine, trochę tłuste naleśniki i czuje słodko-kwaśny smak porzeczek.

  • Gość: [janczakowieaa] *.cnet.gawex.pl

    Podrapane kolana i łokcie... bo droga do smakołyku była ciernista ;) Najpierw twarda skórka, a potem słodkie wnętrze, upstrzone pestkami. Agrest! Teraz mało popularny, droższy od truskawek, malin, winogron i brzoskwiń... Smakował cudownie w ciepłe, wakacyjne dni, zawsze prosto z krzaka. Moje dzieciństwo ma kłująco-kwaśny smak...

  • Gość: [KHG] *.toya.net.pl

    Smak wakacji: wakacje u Babci na Węgrzech. Dni wypełnione zabawą i pracą w ogrodzie. A to groszek wyłuskać, a to popielić grządki z marchewką. I w międzyczasie robił się obiad. Najprostsza zupa świata: z prażonymi/przyrumienionymi łazankami i świeżymi warzywami z ogrodu pokrojonymi w kosteczkę-pirított tészta leves. Na drugie danie śmietanowy gulasz z domowego koguta- tejfölös kakas (zawsze było kogutow za dużo i zawsze któreś się biły)
    A na deser- ćwiartka arbuza lub pół melona jedzonego na schodach werandy.
    I ten świeży arbuz jest smakiem lata, który przywołuje szereg wspomnień, smaków, zapachów.

  • Gość: [Anna Zofia 17] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Mój zapamietany smak dzieciństwa to wieś, obory i świeżo udojone mleko z pianką i do tego gorące jagodzianki pieczone w prodizu wystawionego przed tzw. letnia kuchnie. Zapach świeżego mleka i gorących jagodzianek zapamiętam na zawsze

  • Gość: [Asiula] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Smak wakacji dla mnie to truskawka prosto z krzaczka,która ma smak poziomki. Wersja lodowa: mrożona truskawa z bitą śmietaną prosto od krówki. A gdy jeszcze jest niedosyt można zjeść czereśnie prosto z drzewa.

  • Gość: [Zocha] *.centertel.pl

    A mi z dzieciństwem kojarzą się... Mandarynki!
    Jak byłam jeszcze małą dziewczynką, a mandarynki były rarytasem to pamiętam, że nie rozumiałam dlaczego moje koleżanki się nimi zachwycają. Zazwyczaj było to po Świętach. A ja miałam je praktycznie na co dzień, bo moi dziadkowie prowadzili na ryneczku stragan z warzywami i owocami. Uwielbiałam tam przesiadywać ;)

  • Gość: [paulinka109] *.internetia.net.pl

    Myślę, że będzie dosyć nietypowo, bo o ile owocowo-warzywnych smaków dzieciństwa mam sporo to najlepiej i najpiękniej wspominam świeży, zielony groszek. Był obowiązkowym punktem, który mama sadziła na działce. Pamiętam to zniecierpliwienie, dreptanie przy roślince pnącej się powoli (zdecydowanie za wolno!) w górę. A kiedy nadszedł ten czas, że mama dała zielone światło "na spróbowanie" siedziałam tak długo dopóki nie zjadłam wszystkiego, bądź nie rozbolał mnie brzuch. Dlaczego ten smak wspominam szczególnie...? Bo pamiętam emocje, które towarzyszyły przy otwieraniu każdej "paczuszki" z zawartością, pamiętam odgłos pękającej łupinki, ciekawość ile tym razem znajdę kuleczek, pamiętam ten cudowny, słodkawy, soczysty smak. Pamiętam kochaną mamę, która udawała, że nie widzi ile zjadam, bo wiedziała jak bardzo mi smakuje. Dzięki niej mogę to teraz Pani napisać. Niekoniecznie, żeby wygrać ale, żeby podzielić się z Panią moim wspomnieniem. Pozdrawiam serdecznie!

  • Gość: [Kinga] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Dzieciństwo nieodłącznie kojarzy mi się ze smakiem dyni i zupą kremem z dyni na mleku z zacierkami, jaką gotowała moja babcia. Tego smaku nigdy nie zapomnę.

  • Gość: [PatrycjA] *.static.ip.netia.com.pl

    Dzieciństwo kojarzy mi się z pomidorami. Może to banalne, ale od dziecka uwielbiam pomidory. Pomidory musiałam mieć na kanapkach na sniadanie oraz kolacje. Najbardziej lubiłam rozpoczynać świeżego i jeszcze niepokrojonego pomidora. Często też zostawialam "pietki" i mama odrazu wiedziała czyja to sprawka. Tak pomidory to moje dzieciństwo

  • renatafejfer

    Wraz z dziadkiem i mlodszym bratem bralismy emaliowane kubeczki i szlismy do ogrodka zbierac stonke ktora rozpanoszyla sie na zielonych krzaczkach mlodych ziemniakow.
    Obsypane bialo-fioletowymi kwiatuszkami wygladaly bajecznie.
    Smakow z dziecinstwa mam wiele do niektorych czesto powracam.
    Jednakze smaku ktorego juz nigdy nie odnalazlam to smak swiezo wykopanych wczesnych mlodych ziemniaczkow.
    Ugotowanych na kuchni weglowej w tradycyjny spsob z lycha wiejskiej smietany i swiezo zerwanym koprem.
    Mialam to szczescie ze wakacje spedzalam u dziadkow na wsi,wiec jest co wspominac.
    Niestety smak ktory pamietam zapisal sie w moim sercu i na podniebieniu bo odkad dziadkow juz nie ma pozostaly mi tylko cudowne wspomnienia.

  • Gość: [AGABEK] *.centertel.pl

    KALAREPA! Młoda, soczysta i niezwykle chrupiąca niczym zdrowe chipsy ;) jako książkowy niejadek bardzo trudno było mi przekonać się do czegokolwiek ale ten smak pamiętam po dziś dzień i zawsze, z każdym kęsem kalarepy, wspominam tamte czasy ;) mnóstwo witamin i radości z chrupania!! Mmm... ;) czekam Pani Kasiu na jak zwykle niezawodne przepisy z tym warzywem ;) pozdrawiam

  • Gość: [Kika] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Zielony słodki groszek, łuskany przez ukochanego dziadziusia i z czułością i miłością przesypywany do mojej małej rączki. Dziadka fizycznie już ze mną nie ma, ale to wspomnienie będzie we mnie zawsze żywe.

  • Gość *.play-internet.pl

    Śliwka węgierka! Miałam trzy lata ale widok tego ogromnego (jak mi się wówczas wydawało) drzewa rosnącego przed domem i mój dziadek, który wstaw692 874 801ał z ławki i tą laska strząsał mi owoce. Smak był kwaśny i cierpki, bo prosiłam o owoce, które nie były jeszcze w pełni dojrzałe, ale fakt, że mój dziadzio mi je dawał sprawialo, że smak był idealny

  • Gość: [Martoja] *.adsl.inetia.pl

    Smakiem mojego dzieciństwa są poziomki. Babcia zawsze dbała, żeby nie brakowało mi owoców - podawała mi je w każdej możliwej formie i o każdej porze dnia. Jedynym owocem, którego nie podsuwano mi pod nos były poziomki - magiczny leśny owoc, pod którym, jak sądziłam, chowają się małe elfiki i wróżki. Ten owoc smakował ze zdwojoną siłą! Nie dosyć, że sam w sobie jest pyszny, to dodatkowo sama musiałam zawalczyć i naszukać się po lesie, aby móc go skosztować. Nie do opisania jest rozczarowanie, kiedy trafi się na kwaśną, niedojrzałą poziomkę, ale każda kwaśna poziomka warta jest trafienia na tę jedną jedyną, działającą jak eksplozja smaku na języku. Mając 9 lat byłam na pierwszym obozie harcerskim w starym stylu i bez przerwy płakałam w poduszkę, bo było trudno. Nagle, jednego dnia, znalazłam poziomkową polanę nieopodal obozowiska, nazbierałam całą miseczkę, starannie je przemyłam, zalałam mlekiem i zrobiłam poziomkowy shake pozbawiając się wszelkich trosk. To z pewnością smak mojego szczęśliwego dzieciństwa ;)

  • Gość: [Izabela] *.internetia.net.pl

    Zdecydowanie dzieciństwo kojarzę ze smakiem truskawek, rabarbaru i pomidorów. Truskawki i pomidory wspomnienia pozytywne, rabarbar - niekoniecznie.
    W okresie letnim Mama przygotowywała na obiad lubiane przez nas placuszki z młodych ziemniaków. Obowiązkowo musiał być kompot. Mama zawsze robiła z truskawek. Tak, jak nie znoszę placków ziemniaczanych ze śmietaną, tak uwielbiałam w dzieciństwie moczyć je w kompocie truskawkowym. Ach, co to był za smak! Nie mógł być kompot rabarbarowy (lubił go tylko Tata), bo przeszkadzały mi pływające w nim nitki przypominające żywy pokarm dla rybek, które w tamtym czasie hodowałam. Dlaczego pomidory? Nie mogłam często bywać u moich Dziadków, ale gdy taka okazja się trafiła, uwielbiałam bardzo prostą sałatkę z pomidorów zerwanych prosto z krzaczka, zrobioną przez mojego Dziadka. Pewnie dzisiaj nazwano by to "salsą z pomidorów" a nie sałatką. Chociaż od tamtego czasu minęło sporo czasu, sałatka z pomidorów gości w naszej kuchni i jest uwielbiana również przez mojego Męża i Syna.

  • Gość: [justapry] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Dzieciństwo , owoce , paka z podwórka iiiiii PACHTY!
    Pamiętacie , pamiętacie????
    W dzieciństwie łaziło się całymi pakami z podwórka na pachty!
    Przechodziło przez płoty do sąsiadów i zrywało śliwki prosto z drzew, marchewki młode otrzepane o spodnie zajadało się ze smakiem!
    Szczególnie pamiętam wypad z kuzynkami na zielone renklody!
    Ileż było w tym emocji , żeby sąsiad nie złapał i nie doniósł do rodziców :P
    A potem wcinało się te plony na podwórku, ileż było w tym radości i smaku!
    Tak te smaki i wspomnienia pozostaną ze mną na zawsze

  • Gość: [Marta] *.range86-186.btcentralplus.com

    Smaki dziecinstwa :) Hmmm Sporo ich. Po pierwsze papierówki. Ja dziecko z miasta co roku kilka dni wakacji spedzalam u cioci na wsi Razem z kuzynami wspinalam sie na drzewa, zrywalismy jablka, jedlismy je kilogramami a potem rzucalismy ogryzkami w biedne kaczki przechadzajace sie w cieniu.Po 2 maliny. Wtedy nikomu nie snilo sie o odmianach bezkolcowych. Byly ogromne, rumiane i taaakie slodkie. Nikt nie liczyl ile mu sie kolcow powbijalo w rece i nogi, liczylo sie tylko zeby zebrac ich duzo i jak najszybciej bo w planie bylo drozdzowe z malinami i kruszonka. A potem bieglismy do cioci zjadajac wiekszosc po drodze. I najczesciej na ciescie pojawialo sie wiecej kruszonki niz malin :) No i jeszcze czesesnie Ogromne, soczyste i prawie brazowe. Trzeba sie bylo natrudzic zeby zerwc te smakolyki. A potem siedzielismy na pomoscie i strzelalismy pestkami do wody. Ahh Chcialoby sie wrocic do tych beztroskich dni :)
    Konkurs konkursem ale milo bylo wrocic do tych wspomnien Dzieki i powodzenia dla wszyskich uczestnikow :)

  • Gość: [Margola] *.play-internet.pl

    Smak dzieciństwa? Bardzo proszę:
    łuskany ze strączka groszek,
    wprost do buzi wpadający,
    słodki, pyszny i chrupiący.
    Ten smak wciąż mi się kojarzy
    z wakacjami - nie na plaży,
    tylko na wsi, z sianem i z lasem,
    z beztroską, za którą tęsknię czasem...
    :-)

  • Gość: [h_anka] *.ists.pl

    Czasy mojego dziecinstwa przypadały na przełom lat 80. i 90. To czasy, kiedy owoce cytrusowe nie były tak powszechnie dostępne przez cały rok (obecnie nawet nie tylko cytrusy są ogólnie dostępne, ale także owoce i warzywa uważane za "sezonowe" jak truskawki, maliny, pomidory....), tym bardziej doceniało się dary lata zarówno z lasu, jak i z ogrodu. Cały rok czekało się wówczas na smak dojrzałych pomidorów (do dziś pamiętam ich zapach w dziadkowy ogrodzie), ogórków w mizerii, truskawek, czereśni itd. Kiedy kończył się krótki sezon na jedne, zaczynały się inne. To były także czasy, kiedy słodycze były od święta a nie na co dzien, zatem wygrzane w letnim słoncu owoce skutecznie zaspokojały zapotrzebowanie na słodkości małych łasuchów.
    Z latem z mojego dziecinstwa szczególnie kojarzą mi się truskawki, w dużych ilościach przerabiane na przetwory metodą tradycyjna (żelfixy nie były wowczas znane, więc dżemy smażyło się długo i starannie mieszając, a ich "produktem ubocznym" był pyszny sok, zlewany do butelek). Pamiętam niesamowity zapach roznoszący się po mieszkaniu i jednoczesnie niesamowity skwar (owoce wymagały długiego smażenia, przez co mieszkanie się nagrzewało a i bez tego był upał).
    Co roku w lipcu (czyli tuż po sezonie na truskawki i truskawkowe przetwory) wakacje spędzaliśmy w Bieszczadach, w niewielkim drewnianym domku z tarasem z widokiem na Solinę i pływające po nich żaglówki. Do dziś pamiętam smak tamtych  śniadan, spożywanych w rodzinnym gronie na owym tarasie. Smak śniadań jakże prostych - świeża bułka grubo posmarowana masłem i owym dżemem, o niesamowitym kolorze i aromacie, zawierającym całe owoce truskawek, ale jakże wykwintnych jednocześnie bo smakujących beztroską i szczęściem!

    Z tamtych wakacji w Bieszczadach utkwił mi w pamięci równie silnie smak kanapek: z białym serem z lokalnej bieszczadzkiej mleczarni lub bryndzą, z grubym plastrem dojrzałego słodkiego pomidora i cienkimi płatkami cebuli. niby żaden rarytas, ale gdy przyrządzę sobie takie i zamknę na chwilę oczy - znów jestem małą dziewczynką, która właśnie wróciła z tatą z wyprawy na ryby, głodna jak wilk, wcinająca owe kanapki aż jej się uszy trzęsą. Do tych kanapek serwowanych na kolację obowiązkowo była do wysłuchania wieczorna audycja "Radio dzieciom" i głos Ireny Kwiatkowskiej czytający "Braciszka i Karlsona z Dachu" lub "Ronię córki zbójnika".

    To niesamowite, jak smaki potrafią przenosić nas w czasie do najpiękniejszych chwil naszego dzieciństwa.

    Pozdrawiam.

    h_anka

    h_anka(at)wp.pl

  • Gość: [Olga Weronika] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Moja babcia gotowała ziemniaki i kładła je na piec. Taki kaflowy, na wsiach w kazdej kuchni. I potem te przypieczone ziemniaki jadłam z prawdziwym masłem i solą. Rarytas. Wspomnienia dzieciństwa :)

  • Gość: [Kasia z A-owa] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Trudno mi jest wybrać ten jeden jedyny truskawki prosto z krzaka i ten skrzypiacy w zebach piasek, jagody i zupa ,która dzis juz tak nie smakuje,czerwone przeczki sąsiada po kryjomu zrywane byly slodkie jak miód, jabłka jeszcze zielone zrywane zgrywanie z drzew... ale to byly czasy! Owocem, z tych bardzo przypominającycprzypominających mi o tych dziecięcych chwilach na pewno były też maliny. Całą rodziną (siostra w wówozku z budą) chodziliśmy do lasu i zbieraliśmy je wiadrami. Potem ich zapach był w całym domu....nawet zimą, ponieważ mama robiła z nich syrop, który zawsze miała pod ręką przy różnych infekcjach. Teraz ja również je zbieram i również robię sok, który ratuje naszą rodzinkę zimą. Ale jeśli chodzi o drugi owoc,to beztroskie wakacje u babci i małe gruszki, które rosły na 2 potężnych drzewach, między którymi dzidziuś wieszał hamak. I znowu ten owoc przypominał nam o wakacjach w środku srogiej zimy, ponieważ babcia, w babciny sposób wyczarowywała nam lato częstujac nas gruszkami ze słoika przygotowane w fantastycznym syropie.jedliśmy je siedząc przy piecu kaflowym zamiast cukierków i czekolady (których po prostu nie było). Dlatego dziś uważam,że otwierając słoik z przygotowanymi tak owocami, to idealny babciny sposób na troszkę wyczarowania lata w środku zimy, który rozweseli nas na pewno!Kasia(mitms@wp.pl)

  • Gość: [Aneciaxoxo] *.extreme-net.one.pl

    Smak dzieciństwa dla mnie to nie tylko jakiś jeden owoc lub warzywo! Z chcęcią powracam myślami do czasów kiedy wszystko jadło się prosto z krzaka lub drzewa! To najlepsze co może być ;) Ale takim ulubionym smakiem były owoce lasu. Poziomki i borówki ich zapach i to jak każdego ranka biegłam na moich krótkich nóżkach do lasu i na łąkę po moje łupy ;) czego nie zjadłam w drodze powrotnej z garnuszka zostawało na "lody". Dodawałam do owoców mleko prosto od krówki, miksowałam i do zamrażarki - najlepsze w wakacyjne dni !

  • 4marzena.k

    Porzeczki, szczególnie czerwone oraz agrest. Do teraz uwielbiam. Wisiały na krzaczkach, które w ramach zadania wakacyjnego należało oberwać. Kolor czerwonych porzeczek, taki przeźroczysty, rubinowy jak oczko najpiękniejszego pierścionka oraz agrest początkowo twardy, pękający i tryskający przyjemnie słodkim miąższem w buzi.

  • Gość: [PiM] *.centertel.pl

    Wiśnie,
    Pamiętam jak mama przygotowywała z nich zupę owocową z kluseczkami. Miała niepowtarzalny smak, w połączeniu z wiśniami z własnego ogródka potrafiła zawrócić w głowie. Nie było domownika który przeszedłby obojętnie obok gotującego się przysmaku. Ten smak zawsze będzie przypominał mi dzieciństwo oraz lato.

  • Gość: [Ania N-Sz] *.internetia.net.pl

    Mnie najbardziej smak z dzieciństwa kojarzy się z truskawkami gniecionymi widelcem w śmietanie i odrobiną cukru. Jako dziecko w sezonie truskawkowym mogłabym to jeść na śniadanie, obiad, deser i kolację. Po dzisiejszy dzień z sentymentem tak robię jak sa świeże truskawki tylko, że zamiast śmietany dodaję jogurt naturalny, a zamiast cukru odrobinę miodu. Moje dzieciaki też się tym zajadają z ogromną przyjemnością . Jeśli chodzi o warzywo, to miło wspominam żółtą fasolkę z babcinego ogródka z bułeczką... Świeżutka, bez łyka i okraszona babciną ręką . Mniammmm

  • Gość: [Ania N-Sz] *.internetia.net.pl

    Mnie najbardziej smak z dzieciństwa kojarzy się z truskawkami gniecionymi widelcem w śmietanie i odrobiną cukru. Jako dziecko w sezonie truskawkowym mogłabym to jeść na śniadanie, obiad, deser i kolację. Po dzisiejszy dzień z sentymentem tak robię jak sa świeże truskawki tylko, że zamiast śmietany dodaję jogurt naturalny, a zamiast cukru odrobinę miodu. Moje dzieciaki też się tym zajadają z ogromną przyjemnością . Jeśli chodzi o warzywo, to miło wspominam żółtą fasolkę z babcinego ogródka z bułeczką... Świeżutka, bez łyka i okraszona babciną ręką . Mniammmm

  • Gość: [maja] *.centertel.pl

    śliwki węgierki z naszych drzew za domem..to bym najlepszy i niepowtarzalny smak,którego już nigdzie nie znalazłam w żadnych kupnych i z innych ogrodów.Jak się wyprowadziłam z domu rodzinnego,rodzice zawsze mi podrzucali trochę tych cudowności na powidła lub do zamrożenia na knedle.To właśnie knedle ze śliwkami są moim najlepszym wspomnieniem z dzieciństwa..Ś.p. Babcia robiła najlepsze knedle na świecie! Później mama przejęła zwyczaj i też było pysznie.Drzew już niestety nie ma i wszelkie próby powtórzenia tego smaku przeze mnie są na nic bo bez naszych śliwek to już nie to samo..och jak za nim tęsknie..wszystkie owoce świata bym oddała za wiaderko węgierek..

  • blue.crayon

    Te szalone wakacje - kiedy człowiek wstawał rankiem świtem, wkładał na siebie cokolwiek było pod ręką (i powiedzmy to sobie od razu głośno, że najczęściej były to te same ukochane krótkie spodenki i ulubiony tshirt noszony najchętniej dzień w dzień przez całe lato) i biegł jak na złamanie karku bo przecież LATO czeka! I kiedy całą bandą mieliśmy strasznie dużo spraw - bo trzeba sprawdzić czy kury jajka zniosły, czy nowe piwonie za domem "wybuchły", czy szczeniaczki przez noc urosły, czy sąsiedzi wstali, czy nowe poziomki się zaróżowiły, czy huśtawka z opony nadal taka fajna jak wczoraj, czy w sklepiku jest zapas lodów, czy woda w jeziorze ciepła i czy w tamtym zagajniku pojawiły się kurki po przedwczorajszej burzy. I jak już prawie pół tego codziennego obchodu było zrobione, to mama z całej siły uderzała w dzwonek na ganku żeby nawet na łące było słychać! I jak biegliśmy umorusani, osmagani słońcem i z poobdzieranymi kolanami to krzyczała "bluzki chociaż ściągnijcie!" bo na obiad były one: pierogi z JAGODAMI! I mogłyby być codziennie (i często były) a my polewaliśmy je śmietaną (tą zebraną jako kożuszek z mleka, które rano w kance od sąsiadki przynosiliśmy - a że zadanie to ważne, to rozpisywaliśmy na nie dyżury!) i pałaszowaliśmy jakby przez tydzień nas głodem trzymali. Wiadomo, że konkurs kto zje najwięcej pierogów musiał być i choć nie było w nim nagród, a jedynie(?) honorowy tytuł Pierogożercy, to każdy starał się z całych sił by wygrać, ba pobić rekord lata! Choć trudno w to uwierzyć, to parę godzin później, przebiegając koło ganku po raz miliardowy (w jakiejś szalenie ważnej sprawie) robiliśmy krótki pit-stop bo istniała duża szansa, granicząca z pewnością, że na talerzyku z niebieską obwódką leżą tam i czekają świeżo upieczone, jeszcze letnie, jagodzianki - tak napchane jagodami jakby od tego zależała przyszłość Galaktyki, z grubą warstwą lukru białego jak mleko. Wieczorem zaś, siedzieliśmy na tym ganku, snując plany na podbój świata na następny dzień i jedliśmy jagody ze śmietaną (czasem, jak pomogliśmy więcej niż napsociliśmy to mama ubijała tę śmietanę na puch i wtedy była to prawdziwa uczta) sprawdzając od czasu do czasu czyj język jest bardziej fioletowy.
    Wygląda na to, że mój smak dzieciństwa jest jagodowy ale też wyjątkowy bo te jagody zawsze były własnoręcznie zbierane. A teraz ja - gdy dopadnie mnie nostalgia - piekę takie jagodzianki :)

  • Gość: [Bodzia] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Zdecydowanie to wiśnie, ale takie, które teraz rzadko można spotkać i to wyłącznie na wsiach, gdzie jeszcze bywają stare sady i drzewa. Nie kupisz takich na żadnym straganie. Zbieraliśmy takie wiśnie w słoik i upychaliśmy na siłę "ile wlezie", a następnie stawialiśmy taki słoiczek na słoneczku do wieczora. Powstawał przepyszny sok, który smakował delikatnie winnie. Nigdy nie zapomnę tego smaku-soku z owoców, które leżały w całości z pestkami. Często też moja Mama robiła nam makaron z sokiem z tych wisienek ( jedyny makaron na słodko, który lubię). Aż ślinka cieknie od tych wspomnień

  • Gość: [Pola] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Dzieciństwo.... truskawki! Zawsze z dzieciakami z osiedla chodziliśmy je zrywać na działki. A ze każdego rodzice mieli działkę to schodziło pół dnia Umazane buzie, radość z zebranych truskawek w wiadereczku z których babcia zawsze piekła drożdżaka... bezcenna! Pachnące pierogi z truskawkami, naleśniki z musem, truskawki z cukrem w kubeczku! I wszystko oczywiście zjadane na klatce na kocu razem z lalkami

  • slodkokwasnakuchnia

    Z dzieciństwem najbardziej kojarzą mi się gruszki klapsy. U babci w ogrodzie rosła ogromna grusza, która co roku rodziła owoce. Jako, że drzewo rosło blisko drewnianego płotu to często wchodziłam na ten płot aby zerwać najpiękniejszą gruszkę. Bardzo często przeskakiwałam również przez płot aby pozbierać owoce które spadły z drzewa. Babcia robiła z nich pyszne kompoty i dżemy. Ich smak pamiętam do dziś i niestety jeszcze nie udało mi się zrobić tak pysznych przetworów jak moja kochana babcia. Ale nie poddam się i będę próbować bo ten smak i wspomnienia nie dają mi spokoju. Cały czas krążą mi po głowie i przypominają mi dzieciństwo. Pozdrawiam Natalia Mi/slodkokwasnakuchnia

  • annadynowska28

    Poziomka. Kategorycznie i jednoznacznie ten owoc to poziomka. Zarówno ta z działki od dziadków jak i dzika, leśna, zebrana w miejscu, do którego jeździliśmy z rodzicami pod namioty. Mimo, że owoc ten sam to jednak zapach i smak totalnie różny. I różne też wspomnienia. Jedno co je łączy to cudowna słodycz, zerwanego prosto z gałązki owoca, niemającego równego sobie odpowiednika. Mam nadzieję, że córeczka której się spodziewam też pozna jej wspaniały smak i doceni ją tak jak mama.

  • Gość: [gaffi] *.com.pl

    Z dzieciństwem najbardziej kojarzą mi się czerwone porzeczki. To dla nich zrobiłabym wszystko. Nie ważne były słodycze, zabawki - liczyła się tylko czerwona porzeczka, której.... nie mogłam jeść. Dostawałam po niej potworną wysypkę. Mieszkaliśmy na wsi, za domem rosły truskawki, wiśnie, czereśnie, ale również czerwone porzeczki. Rodzice bardzo mnie pilnowali, żebym szerokim łukiem omijała ich krzaczki. Wymykałam się nocami przez okno i przy świetle księżyca jadłam porzeczki. Nic tak nie smakowało :-) Z wiekiem minęło mi uczulenie i czerwona porzeczka nie smakuje już tak jak dawniej, ale dalej są to jedne z moich ulubionych owoców

  • Gość: [Gabi] 195.205.43.*

    Przeczytałam zadanie konkursowe i od razu stanęła mi przed oczami owocowa trylogia pani Sowy:
    1. Smak świeżych malin,
    2. Cierpkość wiśni,
    3. Herbatniki z jagodami.
    Może dlatego, że nie umiem ciekawie pisać, a tytuły te jakoś bardzo smakowicie działają na moją wyobraźnię. Czyta się je lekko, łatwo i przyjemnie. Takie też są moje wspomnienia z dzieciństwa. Ciepłe i beztroskie. Dopada mnie nostalgia na wspomnienie lata na wsi, kiedy nie było problemów, a wypad z bandą nad rzekę był prawdziwą przygodą. W upalny dzień szaleliśmy w wodzie od rana do wieczora. Ludzkie pojęcie przechodzi co myśmy wyprawiali na dętce od traktora. Nikt się nie przeziębił, i nikt się nie utopił, jak zgłodnieliśmy wcinaliśmy spakowane przez rodziców kanapki. A na deser. No właśnie żeby zdobyć deser musieliśmy przedrzeć się na drugi brzeg rzeki na dzikie poziomki. Tak naprawdę to POZIOMY, bo były ogromne! Przynajmniej tak je zapamiętałam. Na działce już nigdy nie były takie same. Tamte znad rzeki miały niesamowity aromat i były bardzo słodkie. Kiedy przeprawiliśmy się już na drugi brzeg, ociekający wodą szukaliśmy naszych czerwoniutkich skarbów. Po delikatnym naciśnięciu zębami czekała na nas niespodzianka w postaci słodziutkiego miąższu, a mikroskopijne pesteczki strzelały w zębach. Najpiękniej było pod wieczór, kiedy popołudniowe słońce grzało nas po plecach, a cała polanka aż wibrowała od poziomkowego aromatu. Kiedy najedliśmy się do syta, zbieraliśmy jeszcze po garści na potem :) Znowu przeprawialiśmy się przez rzekę z rękami wysoko w górze, aby nie zamoczyć naszych skarbów. Tak właśnie pachniało i smakowało moje dzieciństwo ROZGRZANYMI PROMIENIAMI SŁOŃCA POZIOMKAMI ZNAD RZEKI! <3

  • maliniasta1

    Smakiem mojego dzieciństwa jest połączenie czarnej porzeczki z... koperkiem! Tak tak- wiem, dziwne połączenie. Jak byłam mała to wakacje spędzałam u babci. Mojej ukochanej -Babci Jany! Prawie na drugim końcu Polski. Babcia miała u siebie mały ogródek działkowy. Istny "zaczarowany ogród". Kwiaty, warzywa, drzewka i krzaczki owocowe. Jako mała dziewczynka uwielbiałam zapuszczać się w kącik z czarną porzeczką między którą był posiany koperek. Ten niesamowity zapach kopru przechodzący smakiem czarnej porzeczki podczas mojego "szabrowania" pozostał mi aż do dziś w pamięci!

  • Gość: [Pyska] *.play-internet.pl

    Moim smakiem z dzieciństwa są jagody. Mam 4 rodzeństwa. Wsiadaliśmy na rowery i nie mogliśmy wyjść z lasu, dopóki każdy nie uzbierał litrowego słoiczka . Wtedy to było straszne,a teraz myśląc o tym doceniam czas spędzony wtedy razem . Po powrocie mama wkładała je do słoiczka a zimą smakowały pysznie z makaronem. W tym roku chcę zdobyć przepis od mamy na "jagody ze słoiczka", tylko już niestety nie zabiorę swoich dzieci do lasu na zbieranie,bo komary,bo kleszcze,bo strach...

  • Gość: [Pyska] *.play-internet.pl

    Moim smakiem z dzieciństwa są jagody. Mam 4 rodzeństwa. Wsiadaliśmy na rowery i nie mogliśmy wyjść z lasu, dopóki każdy nie uzbierał litrowego słoiczka . Wtedy to było straszne,a teraz myśląc o tym doceniam czas spędzony wtedy razem . Po powrocie mama wkładała je do słoiczka a zimą smakowały pysznie z makaronem. W tym roku chcę zdobyć przepis od mamy na "jagody ze słoiczka", tylko już niestety nie zabiorę swoich dzieci do lasu na zbieranie,bo komary,bo kleszcze,bo strach...

  • Gość: [K_bratek@op.pl] *.fibernet.hu

    Jagody, truskawki i......koperek. To są moje smaki dzieciństwa. Jagody i truskawki oczywiście że śmietaną i cukrem. Na takim zestawie człowiek mógł przeżyć całe no może pół wakacji. A koperek to aromat który i dziś jest bardzo porządny w letnie upalne dni. Ziemniaczki, chłodnik, młoda kapusta.....i koperek dużo dużo koperku. Smacznych wakacji życzę wszystkim.

  • Gość: [dzusti] *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl

    Miałam kilka lat-nie umiałam jeszcze pisać a mój Dzidek był ogrodnikiem.
    Na naszej małej działce były zawsze pomidory,ogórki,świeża sałata.Wiosną - rzodkiewki.Kiedy przychodziło lato nadchodził czas porzeczek.Później to było moje przekleństwo- teraz wokół dziadek rosną tuje -wtedy krzaki czarnych i czerwonych porzeczek.Zbierać je musiałam w każdy poniedziałek i czwartek- piąek i wtorek to dni targowe- chodziliśmy z Dziadkiem na targ sprzedawać uzbierane do wiader porzeczki.Były tez czereśnie i kiedy rodzice mieli popołudniowa drzemkę wchodziłam na drzewo i jadłam aż mi "brzuch pękał". Mimo wiatru wisiałam na samym wątłym czubku drzewa bo tam była ta ostatnia- ta najlepsza;-)Potem Tata jak strażak kota musiał mnie z drzewa sprowadzać bo budził się we mnie lęk wysokości ;-)
    Nie myliśmy owoców i warzyw.Marchewka z grządki wytarta w spodnie była najlepszą przekąską.Truskawki z piaskiem..a były inne ?Kiedyś nocą spaliśmy w ogródku pod namiotem i poszliśmy do sąsiadów na jabłka...heh ale nas sąsiad pogonił..za karę następnej nocy obgryźliśmy mu wszystkie kapusty na grządce nie zrywając ich ("nie zorientuje się, pomyśli że to były zające ";-))) dziwne..hm.wszystkie dzieci śpiące tej nocy pod namiotem następnego dnia miały rozstrój żołądka ;-)
    Owoc.
    Mój dziadek był milczącym szorstkim emerytowanym górnikiem.Godoł do mnie po śląsku,uczył pracy od dzieciństwa i dziwnym trafem zawsze wyczuwał jak coś poszło nie tak, jak było mi smutno czy nudno.
    Zawieszał koszyczek z dzwoneczkiem na sznurku i dzwonił dzwonił jak byłam w pokoju.Wychodziłam z mieszkania na górze wciągałam koszyk a tam ..najpiękniejsze ,najbardziej soczyste gruszki "flapsy" pozbierane tylko dla mnie.Jadłam te gruszki i malowałam laurki,obrazki..potem dzwoneczek dzwonił i dziadek ściągał koszyczek na dół.Wszystkie karteczki które Mu wysłałam znalazłam w jego albumach ze zdjęciami :)
    Nigdy chyba więcej nie dostałam tak pięknie tak czułej milczącej słodyczy..

  • Gość *.dynamic.gprs.plus.pl

    Owoc dzieciństwa? Gdybym miała wybrać jeden to tylko truskawka. Nic nie zastąpi wspomnień kiedy jeździłam do babci na wieś na każde wakacje i w ogródku jadłam truskawki prosto z krzaczka;) To nic, że piasek chrzęścił w zębach. Takie były najlepsze! Mimo, że Babcia krzyczała żebym je umyła nie bardzo chciałam bo wtedy traciły smak.A tylko tam na Podlasiu smakowały tak wybornie:) Babci już nie ma kilka lat, ale te wspomnienia zostaną na zawsze. Co roku kupuję truskawki, niestety nie smakują jak te z dzieciństwa, ale i tak kocham te owoce:) Pozdrawiam.

  • Gość: [natalia3001] *.olsztyn.vectranet.pl

    Z dzieciństwem najbardziej kojarzy mi się smak owoców zjadanych prosto z drzew lub krzaczków. Kwaśne wiśnie - po te najmniej kwaśne trzeba było wspiąć się na sam czubek drzewa, co z większymi lub mniejszymi sukcesami z uporem maniaka czyniłam. Czarne porzeczki, od których uginały się gałązki. Pyszne... Na ich wspomnienie czuję ich słodki i ciepły od słońca smak... Agrest, którego owoców zwykle brakowało na najlepszy pod słońcem kompot. A późnym latem jabłka z drzewka, pod którym gęsto rosły goździki. Ach, kiedy to było?

  • Gość: [Renia] *.dynamic.chello.pl

    Odpowiedź może być tylko jedna: JABŁKA PAPIERÓWKI :D Kiedy przeczytałam temat zadania konkursowego od razu wiedziałam co napisać, a oczami wyobraźni przeniosłam się kilkanaście lat wstecz kiedy to spędzałam wakacje u babci. Kiedy wszyscy zmęczeni po całodziennej pracy w polu i koło domu wracaliśmy do domu, już z daleka było czuć zapach przygotowywanych przez babcię placków na kwaśnym mleku z papierówkami właśnie (zawsze idealnie na czas - wtedy wydawało mi się to magiczne :P). Całą rodziną zasiadaliśmy do stołu i zajadaliśmy się plackami, popijając je mlekiem prosto od krowy :) A babcia jak to babcia smażyła je dopóki wszyscy się nie najedli :D Był to mój ulubiony czas w ciągu dnia, kiedy tak wszyscy po prostu byliśmy razem :) No i ten zapach! Ten zapach placków z papierówkami już na zawsze będzie ze mną i będzie mi przypominał o tym jakie cudowne dzieciństwo miałam :)

  • Gość: [Magdalena Wojtanowicz] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Smak dzieciństwa na samą myśl przychodzą mi wspomnienia kiedy to jako mała dziewczynka wybierałam się za rękę z mamą lub babcią na działeczkę i sama próbowałam paluszkami zbierać delikatnie żeby się nie pokłóć kolcami pyszny agrest żółty oraz czerwony te najbardziej lubiłam zajadać ze smakiem ;) a że nie udawało mi się za bardzo jego zrywanie to mama i babcia mi zrywały bo mówiłam "kucie mnie kucie mnie"

    kiciax1@gmail.com

  • Gość: [niczka1990] *.play-internet.pl

    Zdecydowanie jagody :-) w dzieciństwie każde wakacje spedzałam na wsi :-) z samego rana szło się do lasu zbierać jagody ;-) i bywały dni że jadło się jej codziennie na każdy posiłek ;-) bułeczki z jagodami, pierogi z jagodami, kompot z jagód, makaron z jagodami czy też jagody z cukrem w kubeczku:-) istne jagodowe szaleństwo :-) to były czasy... A samemu uzbierane jagody smakowały niesamowicie :-)

  • Gość: [DawidKitek] *.in.net.pl

    Z dzieciństwem kojarzą mi się czereśnie. Uwielbiałem te owoce za ich słodki smak. Niestety u nas na podwórku nie było czereśni i chodziliśmy z kolegami do sąsiada. Mieszkał on 500m dalej i miał 3piękne, dorodne czereśnie. Sąsiad nie był zachwycony tym, że podjadalismy i to prosto z drzewa. Często nas przeganiał -a my wtedy ile sił w nogach uciekaliśmy. Wiem, że nie było to godne pochwały, ale niestety muszę przyznać, że warte grzechu, bo nigdy potem już takich pysznych czereśni nie jadłem.
    Ten smak pamiętam do dziś!

  • Gość: [Gość: Barbara Dobija] *.8-4.cable.virginm.net

    Wspaniale mam wspomnienia z dziecinstwa, gdy mieszkalam na wsi i zajadalam sie wszystkim co roslo w polu u babci. Wyrazam to w wierszach ponizej napisanych:

    Wspomnieniem z dziecinstwa sa maliny.
    Dojrzale ,czerwone jak mlode strojne dziewczyny.
    Slodkie pelne witaminy .
    Gdy z babcia przy krzaczkach malin stalam ,
    Pelnymi garsciami sie zajadalam ,
    A jaki do herbatki byl pyszny sok ,
    ktory pilam przez caly rok.

    Krzaczki bobu w polu sobie rosly ,
    Straki pelne bobu dorodnego.
    Nazrywalam ich pelno do koszyczka ,
    Najadlam sie ze smietanka bobu pysznego .
    Smaczny , pozywny ,ugotowany ,
    Zjadlam wszystko ,
    Nic nie zostalo dla mamy .

    Gdy nadeszlo babie lato,
    I sloncem powital nas wczesny wrzesien,
    Czas wykopac kartofelki.
    Do skrzynek sie ich wrzucalo,
    I do piwnicy dawalo.
    Ognisko na polu sie palilo,
    I pieklo kartofelki az milo.
    Chociarz na paluszku byl babelek ,
    Pyszny byl pieczony kartofelek.
    To wspaniale te z dziecinstwa sa wspomnienia ,
    Ktorych teraz takich nie ma.

  • Gość: [czerybka] *.cm-6-3b.dynamic.ziggo.nl

    Smak dzieciństwa to dla mnie smak rabarbaru maczanego w cukrze. Jego słodko-kawśny smak przypomina mi o bezrtoskich wakacjach u babci na wsi. Aaaa i jeszcze ten smak słodkich od słońca truskawek z ziemią bo przecież zarazki i bakterie wtedy nie istniały. Zresztą szkoda było czasu na mycie.

  • Gość: [Jola] *.warszawa.vectranet.pl

    Dzieciństwo to smak mleka w proszku - słodki do niemożliwości, oblepiający podniebienie, ale cały w tym tkwił urok. Gdy tylko mama wychodziła na zakupy, razem z bratem przypuszczaliśmy atak na zawartość szafki kuchennej i pochłanialiśmy łyżkami wspomniane mleko. Wersji płynnej jakoś nie tolerowaliśmy ;)

  • Gość: [Emi] 178.212.146.*

    Smak dziecinstwa to czarne porzeczki ktorych nie lubilam nigdy zbierac ale jesc moglam kilogramami. I slynna mamina galaretka z czarnej porzeczki. Mniam. Patrzac wstecz widze siebie bedaca mala dziewczynka i wyrywajaca z grzadek marchewke. Mylo sie ja przy studni byle jak i dalej szlo sie biegac z innymi dziecmi. Najlepsza byla taka niedomyta, z piaskiem.. I zlosc mamy bo wyrywalam marchewki i jak byly za male to wtykalam je znow do ziemi. Tak. Smaki dziecinstwa to zdecydowanie mamina galaretka z porzeczki i brudne marchewki.

  • Gość: [Torchou] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Owoce dzieciństwa?Śliwki! Na początek renklody, ale tych zawsze było mało, a zaraz po nich zaczynały się śliwki węgierki. Zaczynaliśmy od takich zielonych, (wizyta w toalecie gratis;)) kończyliśmy na dojrzałych, słodkich, rozpływających się w ustach, tylko tych było mało bo wyżarliśmy prawie wszystkie jak były zielone ;) To były piękne dni:)

  • Gość: [Barbara P.] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Gruszki Klapsy! To są owoce mojego dzieciństwa. W ogrodzie babci rosło ich dorodne drzewo, które zaopatrywało w nieziemskie doznania smakowe całą rodzinę. Gałęzie zwykle uginały się pod ciężarem owoców i nie mogliśmy się z kuzynami doczekać aż będzie można je skosztować. Najpierw zrywało się twardawe, kruche, słodko winne, a z czasem dojrzewały i były kapiące sokiem i słodkie jak miód. Delicje! Babcia część tych na wpół dojrzałych pakowała w słoiki i zalewała miodowym syropem. Był to nasz zimowy przysmak. Bardzo ubolewam, że tak ciężko je dziś kupić...

  • Gość: [andziullina] *.budimex.pl

    Mirabelki o pięknym, słonecznym kolorze i intensywnym słodko-miodowym aromacie. Takie drzewko mirabelkowe rosło przy remizie strażackiej i co roku dorodnie owocowało. Wraz z dziecmi z sąsiedztwa nieraz chodziliśmy podgląda ćwiczenia strażaków oraz strażackie wozy. Slodka woń dojrzałych w słońcu owoców niemal zapraszała do zjedzenia pysznych owoców. Zajadaliśmy sie nimi w cieple, letnie popołudnia, gdy po całodziennym hasaniu po podwórku szukaliśmy atrakcji nieco mniej angażujących sily fizyczne-jak właśnie oglądanie strażackich wozów. A przy tym można bylo skonsumować mirabelkowy podwieczorek :-) pyyyycha!

  • Gość: [Kate70] 178.212.120.*

    Ze swojego dzieciństwa pamietam najbardziej nie smak truskawek, poziomek czy malin, bo rosły w przydomowych ogródkach , pyszne i pachnące, ale na wyciągnięcie ręki. Pamietam smak bananów i pomarańczy przywożonych przez wujka z Warszawy przed Bożym Narodzeniem. Smak egzotyczny, słodki, nieznany... Do dziś kojarzy mi się z odrobiną luksusu...

  • Gość: [Tapsiura] *.dynamic.chello.pl

    Z dzieciństwem najbardziej mi się kojarzy marchewka którą wyrywałam prosto z grządki. Otrzymałam ją z ziemi i zjadałam. Ten smak był niesamowity - nigdy później marchew mi tak nie smakowała.

  • Gość: [Agnieszka Bar] *.in.net.pl

    Z dzieciństwem kojarzą mi się czarne porzeczki,
    Tak bardzo lubiłam te małe kuleczki.
    Pierogi z czarną porzeczką tak pysznie smakowały,
    Że zawsze dzieci palce oblizywały.
    Mama polewała je masełkiem a na wierzchu wiejska śmietanka,
    Hmmm....oj nie raz była brudna jeansowa katanka...
    Tak wspaniale smakowały,
    że codziennie dzieci by je jeść chciały!!!
    Ten smak, ten czar, te wspomnienia...
    Warto uchronić je od zapomnienia...
    Kiedyś i swoim dzieciom ten przysmak zrobię,
    Polecam go również czytelniku i Tobie!!!

  • Gość: [Elwira] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Ulubiony smak, który dociera do mnie z każdego zakamarka duszy to smaki dzieciństwa i soczystych jabłek (prawdziwych antonuwek, koszteli, krąselek, malinówek...)
    Pamiętam jak latem babcia przyrządzała, wszelakie rodzaje konfitur, musów, powideł smażonych godzinami, ich aromat był tak silny, że wypierał wszystkie inne , wisiał nad sufitem jak ogromna czekolada, gotowa obdarzyć nas w każdej chwili cudownym swym smakiem. Pachniało wtedy dosłownie wszystko od jedzenia po odzież, a dom przypominał cudownie słodką chatkę Baby Jagi.
    Zawsze mnie to wzruszało, dlatego obiecałam sobie że moim punktem docelowym będzie szczęśliwa rodzina i pachnący słodyczą dom.
    Latem najchętniej czytaliśmy książki kołysząc się na huśtawce zawieszonej na werandzie, jedliśmy wtedy pierwsze truskawki, papierowki popijając słodką herbatą. Wspomnę też, że ogromną frajdę stanowił dziadka sad, niezmierzony jak wówczas pamiętam, pełen wielu starych odmian soczystych jabłek, czereśni i śliwek. Wspinałam się wtedy na ramiona dziadka po najsłodsze owoce, z których babcia miała przygotować nadziewane francuskie ciasteczka z jablkami i karmelem.
    Smaki dzieciństwa te ociekające słodyczą i te aromatyczne z kuchni dziadków, z głęboką tęsknotą sięgam tych dni, gdzie dziecięca radość na widok babcinych smakołyków teraz na wagę złota. Wystarczyły jej domowe ciasteczka i jabłko, a życie nabierało barw.
    Wspaniałe chwile przeżyłam w ich towarzystwie, nauczyłam się co znaczy dawać miłość nie tylko poprzez pyszne łakocie ale i bliskość drugiej osoby. Gdyby nie babcia i dawne piękne, stare czasy nie umiałabym tego co teraz potrafię, nie tworzyłabym ciepłego domu pachnącego konfiturami, słodkimi prażonymi jabłkami tak jak robiła to moja babcia...

  • Gość: [ELŻBIETA ANNA KRUCZKIEWICZ] *.ip.oxynet.pl

    U moich dziadków za drewnianym domem pięknił się sad. A w nim, na samym końcu rosła poczciwa, stara grusza. Jej owoce oszałamiały smakiem. Były fenomenalne i takie słodziuteńkie. Po ukąszeniu gruszki- rozpływająca się ustach niczym arbuz. A na grządkach truskawki, mnóstwo truskawek z posłaniem ze słomy. Początek wakacji obfitował w szczenięce zabawy u dziadków, gdzie babuleńka szykowała dla wnucząt istne rarytasy ... ! Oj- do dziś wspomnienia powodują szok ślinianek :) Jednym z popisowych dań babci był ryż zapiekany z gruszkami i truskawkami, albo też w wersji z jaglaną kasza.
    Udało mi się odświeżyć przepis po babci , delikatnie go zmodyfikowałam i ... oto on.
    "Jaglano- otrębowa PoKuSa z gruszką i truskawką " danie niezwykle proste, a jakże pyszne. Przysmak, którego smak pamiętam z dzieciństwa. Właśnie takie cudo z różnymi owocowo- bakaliowymi dodatkami warte było grzechu!

    Składniki : 3 szklanki mleka, 1 puszka mleczka kokosowego, 2 szklanki kaszy jaglanej , cynamon, kardamon, miód z mniszka lekarskiego, garść migdałów i orzechów włoskich, 6 gruszek, garść truskawek, syrop klonowy, szczypta soli dla kontrastu smakowego,
    łyżka masła, łyżka słodkiej śmietanki con. 30 % , kokos do posypania, listki mięty, 3 łyżki granulowanych otrębów o smaku truskawki. Mleko i mleczko kokosowe łączę i zagotowuję , wrzucam kaszę i kardamon z cynamonem. Delikatnie słodzę miodem z mniszka , dodaję odrobinkę soli . Gotuję do miękkości. Na głębokiej patelni podgrzewam masło z dodatkiem syropu , mieszam ciągle i gdy już prawie zaczyna tworzyć się karmel dodaję śmietankę, mieszam i układam gruszkę pokrojoną w grubsze plasterki. Obracam, by z
    drugiej strony również owoce karmelizowały się. Osobno- migdały i orzechy siekam dość grubo i prażę je na suchej patelni. Naczynie do zapiekania smaruję masłem, posypuję granulowanymi otrębami, nakładam połowę kaszy i 3/4 karmelizowanych gruszek. Na to przesypuję prażone migdały z orzechami. Po czym daję drugą część kaszy. Wierzch dekoruję resztą gruszek, pokrojonymi truskawkami, odrobiną siekanych orzechów i listkami mięty. Posypuję kokosem i cynamonem. Zapiekam do momentu, aż wierzch się
    delikatnie zarumieni.
    Przed podaniem na talerz przygotowuję mus : garść świeżej mięty, sok z limonki, troszkę miodu ,odrobina otartej skórki z limonki i 4 kiwi wkładam do blendera i.. po chwili mus jest gotowy :-)

    fotka dostępna pod linkiem :
    scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t31.0-8/14691447_1183777638335595_3044475206085130756_o.jpg?oh=18095f5d74bed59c72049a004f299aa1&oe=5A065FF9



    Pozdrawiam :)

  • Gość: [NataliaaK] *.dynamic.chello.pl

    Kiedy zamykam oczy i szukam wspomnienia smaku mojego dzieciństwa czuję na języku słodko-kwaśną eksplozję, czyli rabarbar i cukier. Prosto i wyjątkowo zarazem.
    Pamiętam wspólne zbieranie jędrnych, strzelających przy zrywaniu łodyg,
    które później z braćmi i babcią obieraliśmy z delikatnej, różowej skórki.
    Pamiętam obtaczanie ich w kryszałkach cukru i nasze skrzywione buzie podczas degustacji tego nietypowego "słodycza" :). Z takiego rabarbaru babcia umiała wyczarować prawdziwe frykasy: delikatny kompot czy kruche ciasto z maślaną kruszonką. Słodycz idealnie przełamana kwaśnością rabarbaru. Poza aspektem smakowym, to nas, dzieciaki, ten rabarbar zawsze fascynował - były walki z użyciem rabarbarowych łodyg, wahlarze rabarbarowe czy krycie się pod rabarbarowymi parasolami...

  • Gość: [Ja-Wiktor Wic] *.ip.oxynet.pl

    U dziadków pod płotem , za domem i na łące rosło coś takiego kwaśnego, zielonego i pysznego. Zawsze z rodzeństwa całą ekipą i sąsiadami - polowalismy na owe cuda natury. Zrywaliśmy garściami, bez mycia czy krojenia i objadaliśmy się jak .. krowy na łące. Lub owce, których u dziadków były całe rozwrzeszczane gromady. Juz wówczas nasza sympatia do zielonego była zauważalna. Babcia żartowała, że jak będziemy się tym zapychać, będziemy beczeć jak owce :) Tak, szczaw zwyczajny ... a jakże nadzwyczajne smakował :)

  • Gość: [Aneta W.] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Z dzieciństwa pamiętam mega dużo rzeczy, smaków, osób i wydarzeń. Ale jeśli mam wybrać jeden owoc, będzie to czereśnia! A właściwie to czereśnie, bo były u nas aż 4 drzewa, w tym jedno z nich to dzika czereśnia - bardzo malutkie, ale mega słodkie, prawie czarne owoce, obłędne w smaku! Ze wszystkich drzew, właśnie ta dzika ostała się do tej pory i nawet jakieś pojedyncze czeresienki w tym roku były. Trzy pozostałe (dwie ciemne i jedna jasna), niestety, zostały wycięte - przerośnięte, stare i owoców już prawie wcale nie było. Szkoda, bo fajnie się na nie wspinało ;)
    No bo właśnie to pamiętam z dzieciństwa najlepiej :D wspinaczki na najwyższe, nawet cienkie i niestabilne gałęzie, by zerwać każdą jedną czeresienkę i zjeść je, zanim szpaki drzewo otrzepią :P uwielbiałam to niebezpieczne łażenie po drzewach, gdzie jedną ręką trzymałam miskę/pojemnik, drugą zrywałam, a cały balans ciała musiał się zgrywać tak, żeby nie zlecieć (a wysoko to było...). Miałam nawet taki specjalny drut do przyciągania najdalszych, najcieńszych gałęzi ;)
    W tamtym czasie (i do wieku około 20 lat, może dalej) te wspinaczki na drzewa były na porządku dziennym i wprost doczekać się nie mogłam, kiedy będę mogła wejść i nałupić czereśni - te nasze nigdy nie były pryskane, a więc najzdrowsze, jakie mogły być! Dziś drzew nie ma, ale to może i lepiej ;) wyłącznie pod tym względem, że z wiekiem (a trzydziestka się zbliża milowym krokiem) zrobiłam się bardziej strachliwa ;) czy raczej bardziej świadoma niebezpieczeństwa i odpowiedzialności za swoje postępowanie (podobno to się nabywa po 21 roku życia i.. chyba gdzieś tak to do mnie przyszło i ujawnia się na wielu płaszczyznach) i owszem - weszłabym i dziś na te drzewa po czereśnie, bo za bardzo je kocham jeść, by z nich rezygnować ;) ale cały proces zrywania trwałby z 3 razy dłużej, bo bałabym się, że zlecę :D
    P.s. Z wiekiem dojrzałam do czegoś jeszcze - kiedyś nigdy nie przepoławiałam żadnej czereśni przed zjedzeniem. Nie zaglądałam właściwie do niczego, poza jabłkami, gruszkami i węgierkami, a mamy też kilka krzaków porzeczek, wiśnie, był agrest. Dziś bym się nie odważyła ;) szczególnie, że teraz wiem, że te nasze niepryskane owoce są zdrowe, ale i pełne robali :/ teraz sprawdzam, co jem - bardzo dokładnie :) choć w sumie... truskawek nie sprawdzałam, jeszcze kilka dni temu jadłam prosto z krzaka :P

  • Gość: [Kinga] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Moim smakiem dzieciństwa zdecydowanie jest dżem z dzikiej róży. Pamiętam zbieranie z babcia a później wspólne smażenie. Szkoda że teraz po tylu latach nie mam dostępu do owoców dzikiej róży bo z chęcią wróciłabym do tego smaku

  • Gość: [Mckarolcia] *.wtvk.pl

    Uwielbiam pomidory, ale niestety mój narzeczony ma jakieś przyzwyczajenie, że po zakupach wkłada wszystko do lodówki. W tym pomidory. Przydałaby się lodówka z funkcją alarmu haha A tak poważnie opcja fresh pad jest genialna :) Jeśli chodzi o dziecięce smaki to nasza polska truskawka. Jako dziecko idąc z mamą na zakupy chowałam się za stragan i wyjadalam sprzedawcy brudne truskaweczki. Do dziś nie cierpię mytych truskawek. Nie powinnam, ale uwielbiam :)

  • Gość: [Ada1984] *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl

    Na konkurs się spoznilam jednak i tak podzielę się z wami moim smakiem dziecinstwa. Wychowałam się w rodzinie gdzie w której nigdy nie brakowało warzyw i owoców z racji tego że rodzice mieli cudowny straganik na jednym z krakowskich targowisk. Każdego lata gdy nadchodzily wakacje pomagalam im przy pracy . Pamiętam doskonale ten wspaniały zapach owoców które w słońcu wyglądały tak pięknie. Mimo tego ze u rodziców miałam owoce jakie tylko chciałam nie było tych jednych które smakowały wyjątkowo ...jednak tylko dla mnie. Śliwki mirabelki :-) nazywane przez moich rodziców psioki :-)
    Smakowały mi wyjątkowo aż wstyd się przyznać ale takie brudne prosto z drzewa były najlepsze. Zajadane ze znajomi z osiedla. A ileż to razy właśnie pod drzewem mirabelki rodziły się nowe znajomości:-) to jest mój smak dzieciństwa :-)

  • Gość: [ELŻBIETA ANNA KRUCZKIEWICZ] *.ip.oxynet.pl

    Dziękuję serdecznie! :)

    Gratuluję zarazem. Rozdrabniacz Amica, w mojej kuchni znajdzie zatrudnienie na pełen etat :)

    Pozdrawiam

  • kasiaaaa24

    Elżbieta - nadal czekam na meila z danymi. Jeśli nie otrzymam go do końca tego tygodnia, będę musiała wyłonić nowego zwycięzcę.

Dodaj komentarz

© Gotuję, bo lubię
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci