Menu

Gotuję, bo lubię

A jak Amica. Czyli historia moich piekarników.

kasiaaaa24

 

 

Nie jestem bardzo wymagającym człowiekiem i niewiele potrzeba mi do szczęścia. Ot, trochę dobrego światła kiedy robię zdjęcia, kawa w nowym kubku, ulubiona muzyka, puchaty koc zimą i świeże kwiaty latem. 

Wyobraźcie więc sobie, jak wielka była moja radość, kiedy pojawiła się możliwość spełnienia jednego z największych marzeń, czyli posiadania profesjonalnego piekarnika.

Ale po kolei.

Początki bloga, czyli rok 2008 to czas, kiedy zaczynałam swoją przygodę z wypiekami. Byłam wówczas posiadaczką kuchni marki Amica, z której wcześniej, przez wiele lat (i bardzo intensywnie) korzystała moja babcia. Pomimo swojego wieku nie mogłam jej jednak nic zarzucić. Piekarnik wciąż był niezawodny, piekł równomiernie i nie musiałam odwracać ciast by uniknąć przypalenia. Współpracując z nim przez kilka kolejnych lat nauczyłam się większości tego, co umiem dziś. 

Przełom roku 2013 i 2014 to czas, kiedy podjęliśmy decyzję o gruntownym remoncie kuchni i wymianie całego sprzętu. Pozbycie się starych, zużytych przedmiotów przychodzi mi dość łatwo, ale to, jak żal było pozbywać się mojej kuchenki nawet teraz ciężko mi opisać słowami. Chociaż nadal świetnie piekła, to jednak nie była już najurodziwsza i jej stan wizualny daleko odbiegał od projektu kuchni jaki miałam w głowie. Ale co się dziwić - w chwili wymiany była już pełnoletnia. 

Cały mój związany z wymianą kuchni entuzjazm odrobinę osłabł kiedy okazało się, że w miejscu, w którym w projekcie przewidziane było na niego miejsce, niestety nie zmieści się 60-cio centymetrowy piekarnik. Musiałam zapomnieć więc o takim rozwiązaniu i zdecydować się na 50-cio centrymetrową kuchnię wolnostojącą. A po wcześniejszych doświadczeniach wybór nie mógł paść na żadną inną, jak na Amicę.

Tę kuchnię widywaliście na zdjęciach (zarówno na blogu jak i w mediach społecznościowych) przez ostatnie 3 lata. I to z jej piekarnika wychodziły najbardziej spektakularne do tej pory wypieki. Oczywiście cieszyłam się nią, ale przy każdej wizycie w sklepach ze sprzętem agd mój wzrok uciekał jednak w kierunku piekarników do zabudowy, tym bardziej, że już po zakończeniu remontu okazało się, że na skutek wyrównywania ścian i zbijania poprzednich płytek udało by się wstawić tam piekarnik, do którego wcześniej brakowało 3 centymetrów. Niestety blaty (podobnie jak i sama kuchenka) czekały już na montaż. 

I pewnie wszystkie kolejne wypieki, które widzielibyście na blogu w następnych latach pochodziłyby właśnie z piekarnika w tej kuchence, gdyby nie propozycja, jaka pojawiła się mnie więcej tydzień temu. Przetestowania piekarnika do zabudowy. Piekarnika marki Amica. Z mnóstwem opcji, o których w piekarnikach w kuchenkach wolnostojących mogłabym tylko pomarzyć. 

Szybka decyzja. Wchodzę w to. Skracamy blat i wstawiamy piekarnik. 

I tym sposobem w mojej kuchni zawitał ten oto sprzęt. 

Amica EB853BA + IN PYROLIZA

 

 

Piekarnik ten oprócz 10 standardowych programów pieczenia posiada też 37 programów gotowych, w tym między innymi 8 dedykowanych ciastom. Uwierzycie? :) Dla mnie to jak Gwiazdka dwa razy w roku! Nie tylko mam wymarzony piekarnik, ale są w nim też specjalne programy do ciast. A co lubię najbardziej? Oczywiście piec słodkości :)

 

 

Kiedy nadeszła chwila pierwszego użycia byłam trochę zestresowana. Nie miałam do tej pory doświadczenia z takim sprzętem, ale już po pierwszej partii pierniczków okazało się, że obawa ta była zupełnie nieuzasadniona. Pierniczki upiekły się idealnie. Równomiernie i bez najmniejszych zastrzeżeń.

Bardzo często prosicie mnie o podpowiedź w kwestii wyboru piekarnika, więc mam nadzieję, że ten post pomoże Wam przy ewentualnej wymianie, lub zakupie nowego sprzętu.  

Zachęcam Was również do obejrzenia filmu nawiązującego do wypiekania świątecznych pierniczków.

 

 

 

Oczywiście nie zostawię Was w tym miejscu bez przepisu na wspomniane wcześnie pierniczki :) To trochę takie pierniczki "last minute", więc spokojnie możecie upiec je nawet w piątek, ponieważ nie wymagają leżakowania i praktycznie od razu nadają się do lukrowania.

 

Składniki:

 

* 400 g mąki pszennej tortowej

* 200 g płynnego miodu

* 100 g masła

* 100 g cukru pudru

* 2 łyżki cukru migdałowego

* skórka otarta z 1 niewoskowanych pomarańczy

* 2 duże jajka

* 2 łyżki przyprawy do piernika

* 1 łyżka cynamonu

* 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia

 

Lukier:

 

* 2 duże białka

* 2,5 szklanki cukru pudru

 

 

Masło, miód, cukier oraz cukier migdałowy podgrzewamy w rondelku z grubym dnem do chwili połączenia się składników (nie dopuszczając do zagotowania), a następnie, mieszając od czasu do czasu odstawiamy do wystygnięcia. 

Mąkę łączymy z przyprawą do piernika, cynamonem, proszkiem do pieczenia i skórką z pomarańczy. Do suchych składników dodajemy jajka oraz przestudzoną masę maślaną i całość zagniatamy w gładkie, elastyczne ciasto. Ciasto jest dość gęste, ale takie właśnie powinno być. 

Gotowe ciasto owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na około 4 godziny, a następnie dzielimy je na mniejsze części i wałkujemy na placek o grubości około 3 mm. Przed wałkowaniem należy podsypać blat mąką, aby ciasto się do niego nie przykleiło.

 

 

Przy pomocy foremek wykrawamy dowolne kształty, a następnie pierniczki układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Ja dodatkowo oprószam papier odrobiną mąki.

Pierniczki wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni i pieczemy około 7 minut.

Po wyjęciu z piekarnika pierniczki od razu zdejmujemy z blachy i układamy na kratce, aby wystygły. Należy je zdejmować w sposób bardzo delikatny, ponieważ gorące pierniczki są miękkie. Po wystygnięciu stają się twardsze i wówczas nie ma problemu z przenoszeniem ich lub lukrowaniem.

 

 

Kiedy pierniczki są gotowe do lukrowania w misce miksera łączymy cukier puder z białkami (jajka należy wcześniej zanurzyć na około 3 sekundy w wodzie o temperaturze około 80 stopni) i miksujemy na najwyższych obrotach miksera przez około 3 minuty. 

Gotowy lukier przekładamy do szprycy lub rękawa cukierniczego i dekorujemy przy użyciu końcówki z małą dziurką. Jak długo lukier na pierniczku jest płynny, możecie go dowolnie dekorować posypkami lub koralikami cukierniczymi. 

Smacznego :)

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • gin86

    Moje piekarniki przyjadą w połowie stycznia, czyli już niebawem. Szczerze mówiąc, nie pamiętam nawet, co to za marka... Jeden jest właśnie z tymi wszystkimi programami, które totalnie mnie przerażają, drugi z funkcją pieczenia z parą. Jestem niesamowicie podekscytowana i jednocześnie przerażona, bo o takim sprzęcie do tej pory to mogłam sobie tylko pomarzyć... ;)

© Gotuję, bo lubię
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci